4 miesiące prowadzenia bloga. Podsumowanie, pierwsze sukcesy i porażki, statystyki, promowanie na Facebooku i podziękowania!

Pamiętam jak dziś tę mieszankę podniecenia i strachu jak zakładałam tę stronę na początku roku. Moment wypuszczenia pierwszego postu. Dużo godzin pracy, żeby był jak najlepszy. Mnóstwo ogarniania technicznych spraw. Sprawdzanie raz po raz czy wszystko działa, czy nie ma błędów. W końcu enter i …

…i nic. Gdzieś tam zaistniałam w Internecie. Dołożyłam swoje ziarenko piasku do pustyni, tylko weź je teraz znajdź;)

Od początku zakładałam, że chcę pisać do kogoś, a nie tak w eter. Ze względu na styl życia jaki prowadzimy, mam do zaoferowania trochę wiedzy na temat oszczędzania i zarządzania domowymi finansami. Wiedzę opieram o własne doświadczenia i informacje zdobyte podczas lektury tematycznych blogów, książek i artykułów.

To był właśnie największy problem: jak dotrzeć do ludzi z moimi wpisami? Czytałam trochę poradników na ten temat. Starałam się stosować do porad w nich zawartych, o ile godziły się z moją polityką działania. A moja polityka polega głównie na tym, żeby postępować naturalnie i uczciwie.

Od początku założyłam, że będę wypuszczać przynajmniej jeden wpis tygodniowo. Głównym moim zajęciem jest opieka nad dwiema malutkimi córeczkami. Od razu wiedziałam, że mimo najszczerszych chęci, nie znajdę więcej czasu na bloga.

Jak próbowałam dotrzeć do odbiorców?

  • Jeżeli czytałam jakiś interesujący mnie artykuł, to starałam się go skomentować, pod warunkiem, że czułam taką potrzebę. Nie komentowałam na siłę, jeżeli nic mi nie przyszło do głowy. Z drugiej strony kiedyś nie komentowałam nigdy, więc teraz uczę się takiej formy kontaktu z innymi.
  • Założyłam sobie różne profile na portalach społecznościowych promujące moją stronę. Jeżeli wypuszczam wpis, to linkuję go w postach na tych portalach. Najbardziej aktywna jestem na Facebooku, komentuję polubione przeze mnie strony, czasem udzielam się w grupach, czasami napiszę coś lub udostępnię.
  • Dołączyłam do grup na Facebooku, których członkowie interesują się zbliżoną tematyką. Poza tematem oszczędzania, interesuje mnie jeszcze rachunkowość, rozwój osobisty i zero waste (też ze względu na oszczędności). Okazało się, że aktywność w tych grupach, zwłaszcza linkowanie w dniu promocji, przynosi najlepsze skutki ze wszystkich innych działań: polubienia lub komentarze.
  • Przez jakiś czas próbowałam płatnego promowania na Facebooku, co opiszę poniżej.
  • Pominę takie kwestie, że staram się dodawać wartościowe treści, trochę własnych zdjęć i podawać to wszystko w przystępnej formie i oprawie.
podgląd strony na facebooku podsumowanie bloga

Moja strona na Facebooku

Jakie są efekty moich starań?

Na dzień dzisiejszy, po czterech miesiącach blogowania, jakichś trzech odkąd starałam się zwrócić uwagę na mojego bloga, mam:

  • 10 polubień na Facebooku i 13 obserwujących. Są to same wyniki organiczne, więc stwierdzam, że moje działania są skuteczniejsze, niż płatne promocje na Facebooku.

Nie mam pojęcia, jak ocenić obiektywnie ten wynik. Dla innych blogerów być może będzie słabiutki. W moim odczuciu, to pewien sukces. Przekonałam kogoś treścią bloga, że warto do mnie zaglądać regularnie. Ktoś chce widzieć na bieżąco moje wpisy. I to aż 13 osób! Ja jestem bardzo zadowolona. Skakałam z radości już przy pierwszej osobie, która polubiła mojego bloga. To zupełnie inne odczucia pisać w eter, a pisać wiedząc, że ludzie z krwi i kości Cię zaraz przeczytają.

Dlatego, w tym miejscu chcę Wam serdecznie podziękować za te polubienia i obserwacje. Dla mnie, to super nagroda za włożoną pracę w bloga! Naprawdę cieszę się, że jesteście ze mną na bieżąco. Czuję podniesioną poprzeczkę i postaram się Was nie zawieść.

Jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI! 

  • Statystyki też nie są zdumiewające. Google Analytics, które jest dla mnie trochę czarną magią, pokazuje następujące dane:
statystyki google analytick bloga

Statystyki w Google Analytics mojego bloga

993 sesje podzielone na trzy miesiące (od początku jako takiej promocji) daje 331 sesji miesięcznie, średnio 11 dziennie. Trochę te statystyki podniosło płatne promowanie na Facebooku. Na co dzień ludzie zaglądają do mnie rzadziej. Często jest to kilka, góra kilkanaście sesji dziennie.

bloga źródła ruchu

Źródła ruchu na blogu. Google Analytics

Największy ruch pochodzi z Facebooka, później poprzez wyszukiwanie w Google. Nie wiem jakim cudem, sama mam problem siebie znaleźć. Po wpisaniu nazwy awansowałam ostatnio na trzecią stronę wyszukiwarki. Wpisów nie mogę się doszukać w ogóle. Niewiele mniejszy wynik po Google jest z przekierowań z innych stron, tu się kłaniają moje komentarze. Najmniejszy odsetek sesji pochodzi z organicznego wyszukiwania. Mam nadzieję, że nic nie pokręciłam.

Płatne promowanie bloga na Facebooku, jakie efekty?

Spróbowałam dwa razy płatnej promocji postów.

Pierwszy post dotyczył wpisu o rezygnacji z pracy kobiet po otrzymaniu 500+. Wybrałam promocję na 7 dni za najniższą stawkę, czyli 2 zł dziennie. Określiłam profil odbiorcy: kobiety i mężczyźni, 20-40 lat, cała Polska. Zainteresowania: drobna przedsiębiorczość, ekonomia, przedsiębiorczość, rodzina, rodzicielstwo, macierzyństwo, polityka. Facebook szacował dotarcie nawet do 3900 osób. Post było promowany od 28.03 do 05.04.

Wyniki: wyświetlany był 2687 osobom, co zaowocowało 276 aktywnościami (10%) – samymi wyświetleniami posta. Żadnych polubień posta czy strony i zero udostępnień.

Drugi post dotyczył wyprzedaży rzeczy używanych. Również wybrałam najniższą dzienną stawkę, ale promocję wydłużyłam do dwóch tygodni. Okres obejmował święta wielkanocne. Post miał dotrzeć do góra 5600 osób. Profil odbiorcy pozostał bez zmian. Zmieniłam nieco kategorie na: przedsiębiorczość, macierzyństwo, rodzina i zakupy internetowe.

Wyniki: 4412 osób zobaczyło post, ale tylko 147 w niego kliknęło(3%), dwie osoby polubiły post.

Druga promocja miała znacznie gorsze wyniki niż pierwsza. Moim zdaniem to kwestia tematu wpisu. Artykuł dotyczący 500+ wzbudził większe zainteresowanie ze względu na aktualniejszą i popularniejszą tematykę. Żadna z promocji nie przyniosła efektów w postaci polubień strony czy komentarzy. Przynajmniej nie bezpośrednio.

Jakie wyciągnęłam wnioski z blogowania?

Zostawiam komentarze ze względu na to, że wiem ile to znaczy je otrzymywać. Są bardzo cenne. Jeżeli wydaje Ci się, że to bez sensu zostawić komentarz, zwłaszcza jeżeli jest już ich trochę zamieszczonych, to muszę Cię wyprowadzić z błędu. Każdy kolejny jest mile widziany, a te początkowe są na wagę złota.

Żałuję, że nie uczyłam się pilniej na języku polskim. Pojawiły się nawet w mojej głowie pretensje, że u mnie w domu mówiło się często niepoprawnie. Teraz muszę bardzo dokładnie się sprawdzać i analizować czy czasami nie napisałam czegoś błędnie.

Chyba jednak będę pisać nieco krótsze wpisy. Starałam się dotychczas pisać jak najdokładniej, przedstawiając jak największą ilość informacji i danych. Obawiam się jednak, że zbyt długie wpisy mogą Was… nudzić? Jeżeli będą krótsze wpisy, to powinny się pojawiać częściej.

Dużo nauki przede mną. Wszystko, co związane z blogiem robię sama. Wszystkie sprawy techniczne są na mojej głowie. Z jednej strony, to przyjemność, bo lubię się uczyć nowych rzeczy. Z drugiej strony, często nie mam czasu żeby wybrać jakiś program, wtyczkę lub aplikację, nauczyć się nią posługiwać i ustawić, żeby działała optymalnie.

Skoro są jakieś pierwszy wyniki – osoby zainteresowane blogiem, to mam większą chęć kontynuować moje działania.

Mimo małej efektywności promowania na Facebooku, jeszcze kiedyś do tego wrócę. Muszę pomyśleć nad jakimś chwytliwym wpisem.

Muszę popracować nad planem pracy. Spisuje w moim zeszycie pomysły na wpisy. Mam ich mnóstwo, dopóki nie usiądę do pisania. Jak usiądę, to pustka, nie wiem od którego zacząć.

Dzięki temu, że zaczęłam prowadzić bloga, poszerzyły mi się znacząco horyzonty. Sporo się nauczyłam, poznałam dużo nowych rzeczy, mnóstwo pomysłów wpadło mi do głowy. Potwierdza się zasada, żeby przede wszystkim działać. Nawet jeżeli zmienimy po drodze strategię, to dzięki jakiemukolwiek działaniu zyskamy o wiele więcej, niż gdy pozostajemy tylko przy planowaniu lub przygotowywaniu się.

Muszę zmienić zdjęcie na takie z uśmiechem, wszyscy takie mają;)

Mniej boję się komentarzy. Strasznie wyczekiwałam pierwszego komentarza. Kiedy zobaczyłam ten pierwszy, serce skoczyło mi do gardła. No i niestety okazał się hejtem, komentującym mój wygląd na zdjęciu. Na szczęście następne były normalne.

Nie zdecydowałam się pokazać bloga moim znajomym. Wiedzą o nim ze trzy osoby, zajrzała może jedna. Wolę, żeby ludzie klikali na moją stronę, w wyniku zainteresowania tematem bloga, a nie mojej osoby.

czytanie książki i zabawa z dzieckie bloga

Kawałek mojej codzienności

 

Teraz gorąca prośba. Napisz proszę w komentarzu co Ci się podoba, a co nie w moim blogu. Twoje zdanie jest dla mnie bardzo cenne!

Może masz dla mnie jakieś podpowiedzi, rady. Konstruktywna krytyka mile widziana.