Jak wydawać mniej na lekarstwa?

jak wydawać mniej na lekarstwa

Od września starsza córka poszła do przedszkola no i się zaczęło… Prawie cały wrzesień chorowała. Po każdej jej chorobie chorować zaczynała młodsza córka. Ostatnio choróbska dopadły i nas – rodziców. Jeżeli jesteś rodzicem, to bez trudu wyobrazisz sobie konsekwencje tych chorób: te wszystkie nieprzespane noce, dzieci wiszące na rękach, bieganie z chusteczkami, odciągaczami, syropkami, marudzenie, zmęczenie, niewyspanie, brak sił i nastroju do czegokolwiek. Dlatego ostatnio mniej publikuję na blogu. Poddałam się po prostu. Nie mam już sił zarywać nocy, żeby przygotować wpis, a i w dzień mam mniej czasu niż zwykle.

Oprócz wyżej wymienionych nieprzyjemności przy chorobach, każdy musi się jeszcze zmierzyć z wydatkami na leczenie. W związku z tym, że choroby są nieprzewidywalne, ciężko uwzględnić je w domowym budżecie, dlatego czasami wykup lekarstw potrafi dokuczliwie obciążyć kieszeń. Dziś chciałabym się podzielić z Tobą sposobami, jakie znam, na obniżenie kosztów leczenia. Mam nadzieję, że i Ty podzielisz się ze mną swoimi sposobami, bo od września straciłam nieco zaufanie do swoich metod:)

Zacznę od tego, że najlepiej przyjmować leki i suplementy dopiero wtedy, kiedy zaleci to lekarz. Ja nie namawiam do kupowania jakichkolwiek leków czy suplementów, wręcz przeciwnie. Każdą swoją decyzję powinnaś skonsultować z lekarzem lub farmaceutą:) To co pisze poniżej, to tylko moja prywatna opinia i nie powinnaś się nią sugerować.

Budowanie odporności

Najlepszą metodą na chorobę jest zapobieganie jej. Budować odporność można na wiele sposobów i to w miarę tanich. Nie wolno się przegrzewać. W domu nie powinna panować wysoka temperatura (nie wyższa niż 21-22 stopnie). Dużo czasu powinno się spędzać na świeżym powietrzu w różnych warunkach atmosferycznych. Ważna jest zdrowa zbilansowana dieta, bogata w naturalne minerały i witaminy. Wszelkie słodkie i słone zapychacze mogą powodować nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu i w efekcie słabszą odporność. Podobno na odporność dzieci wpływa też pozytywnie karmienie piersią. Dzieci nie powinny wychowywać się w sterylnych warunkach, dostępne w otoczeniu bakterie pomagają budować odporność. Słyszałam, że dzieci które wychowują się ze zwierzętami są zdrowsze.


Jak to wygląda u mnie?

Starałam się stosować do tych metod, ale nie na wszystko godzą się dzieci. Trzymamy raczej niewysoką temperaturę w domu (około 21 stopni). Staram się zabierać codziennie dzieci na spacer, na przynajmniej godzinę. Mają specjalną odzież do skakania w kałużach i kąpieli błotnych, więc im tego nigdy nie żałowałam. Nie panikuję kiedy zjedzą coś, co spadnie na podłogę. Nie mamy zwierzaka w domu, ale naprzeciwko mieszkają zwierzęta dziadków, z którymi mają częsty kontakt. Gorzej z ich dietą. Karmiłam je co prawda piersią. Starszą córkę 8 miesięcy, młodszą rok czasu, ale poza tym kiepściutko. Nie chcą jeść warzyw i owoców, no może jakieś jabłuszko zjedzą co drugi dzień. Gardzą wszystkimi zupami i potrawami warzywnymi. Wolą się zapychać ziemniakami z mięsem i bułkami z masłem. Ze słodyczami myślę, że nie przesadzam, ale jednak jakieś otrzymują. Częściej są to zwykłe chrupki kukurydziane, czasami ciasto domowej roboty czy kawałek jakiejś czekoladki. Zero chipsów i słodkich napojów, chyba że kompocik, ale to rzadko. Piją rozcieńczony sok jabłkowy 100%, bo samą wodą też gardziły. Starałam się też podawać im jak najmniej leków, bo uważam, że na dłuższą metę osłabiają naturalną odporność.

I co z tego wynikło?

Rzeczywiście nie chorowały często i wydawało mi się, że chorują rzadziej niż dzieci znajomych. Ale w zderzeniu z przedszkolną rzeczywistością zaczęłam wątpić w te moje starania. Dopóki nie miały styczności z innymi dziećmi, które bywają chore i zarażają, było dobrze, ale teraz się pozmieniało. Starsza córka przechorowała prawie cały wrzesień. Wiem, że to normalne, że dzieci tak budują swoją odporność, ale sama wiesz jak to przyjemnie chorować:) Prawie cały październik chodziła już do przedszkola i jak coś jej dolegało, to już w mniejszym stopniu – jakiś kaszelek od czasu do czasu lub katarek, weekendowa gorączka, którą można zwalić na ząbki. Od września zaczęłam też podawać dzieciom witaminy z tranem czy innym olejem rybim (obie piją różne zestawy). W tym czasie młodsza córka złapała zapalenie gardła, które skończyło się antybiotykiem, na który zgodziłam się z ciężkim sercem, ale sama widziałam jak okropnie wyglądało to gardło i bałabym się czekać, aż to się samo wyleczy. Dlatego trudno mi powiedzieć czy te moje metody leczenia są skuteczne czy nie. Jakaś poprawa jest, ale nie wiem, co dokładnie miało na to wpływ.

Jak wydawać mniej na lekarstwa?

Przy zapaleniu gardła młodszej córki zostawiłam 150 zł w aptece i to zabolało. Wcześniej nigdy aż tyle nie wydałam przy żadnej chorobie dzieci. Jako zwolennik samoistnej walki organizmu z chorobą, podawałam leki rzadko i w ostateczności, żeby ulżyć nieco w cierpieniu. Sama nie raz przy katarze nie brałam nic wiedząc, że to niewiele pomoże.

Kupuj przez Internet

W porównaniu do cen aptek stacjonarnych w moim miasteczku, produkty kupione w internetowych aptekach są często tańsze nawet z przesyłką. Jak kupuje się tego więcej, to oszczędność może być ogromna. Zestawy witamin potrafią kosztować dwa razy więcej w mojej aptece stacjonarnej. Trudno przewidzieć wszystkie leki potrzebne przy chorobie, ale pewnie jakieś goszczą na stałe w Twojej apteczce, więc nie trudno będzie Ci zrobić mały zapas.

Szukaj naturalnych zamienników

Nie chcę za dużo mądrować, bo znawcą nie jestem, ale wierzę, że to co naturalne jest lepsze, a nasz organizm jest mega super wytworem natury, który nie potrzebuje tych wszystkich reklamowanych suplementów diety, żeby dobrze funkcjonować. Najczęściej wystarczy zdrowa, odpowiednio zbilansowana dieta i regularny ruch fizyczny, żeby utrzymywać się w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Znam to z doświadczenia i przetestowałam nie raz na sobie. Dieta i ruch zawsze wygrywały w walce z lekami i suplementami przy drobnych dolegliwościach, które mi dokuczały. Większość ludzi nie musi brać leków na nadciśnienie, zgagę, zaparcia, hemoroidy czy wiele innych takich przykrych dolegliwości pod warunkiem, że o siebie dba, je odpowiednio dobraną i przygotowaną żywność i ma odpowiednią dawkę ruchu.

Nie szalej z witaminami i minerałami. Są słabo przyswajalne, właściwie to nikt nie ma pewności, czy rzeczywiście pomagają, czy tylko nabijają kobzę producentom i sprzedawcom. Dlatego wybieraj spożywanie naturalnych składników zamiast sztucznej suplementacji. Świetnym i przyswajalnym źródłem wapnia są podobno skorupki jaj. Zdrowe oleje występują w rybach, orzechach czy zwykłych olejach roślinnych. Czosnek nazywa się naturalnym antybiotykiem. Na pewno nie raz babcia wciskała Ci mega zdrowy i pełen witaminy C sok porzeczkowy czy nalewkę o uzdrawiających właściwościach. Moje dzieci niestety są bardzo wybredne i gardzą większością zdrowych rzeczy, dlatego postanowiłam, że zacznę je trochę suplementować. Ja za to w chorobie chętnie sięgam po miód i cytrynę, rzadziej inne dobrodziejstwa natury.

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Kupuj rozsądnie

Trudno zachować zdrowy rozsądek, kiedy co chwila atakują nas reklamy cudownych suplementów. Właściwie, nie oglądam telewizji i nie słucham radia. Jak mi się to zdarzy, to za każdym razem przeraża mnie ilość reklamowanych leków bez recepty i suplementów. Zwłaszcza niesmaczne reklamy leków na hemoroidy, rozwolnienia czy infekcje intymne. Każda z reklam z obowiązkowym długim tekstem o lekarzu i farmaceucie… To straszne:)

Dodaj do tego lekarzy dmuchających na zimno. Nie zawsze trzeba wracać z receptą od lekarza. Upewnij się, czy musisz wykupować leki, może lekarz doradzi jakiś domowy sposób lub naturalny składnik. Może z antybiotykiem warto jeszcze poczekać.

Jeszcze gorzej jak masz panikujących doradców wokoło. Myślisz sobie, że masz wszystko pod kontrolą, a tu przychodzi babcia i pyta: czemu nie podajesz syropku na gardło? a może kup plasterki, żeby lepiej oddychało, i kup jeszcze te witaminki na odporność, co reklamują, podobno fajne, i kup jeszcze syropek na kaszelek i daj coś przeciwbólowego, bo chyba ma gorączkę…

Podsumowując, kupuj tylko to, co musisz – czego nie da się zastąpić naturalnym składnikiem i jesteś pewna, że rzeczywiście pomoże.

Porównuj skład leków i suplementów

Podam przykład na lekach na przeziębienie i grypę. Jak się okazuję, główny ich skład stanowią powszechnie znane i stosowane środki przeciwbólowe: paracetamol lub ibuprofen + jakieś dodatki. Dodatki te to często po prostu witamina C, kofeina lub jakieś inne niezbyt wyszukane składniki. Na tym polega sztuczka, że mieszankę tych środków nazywa się jakimś Gripolexem czy Fervolexem i sprzedaje jako lekarstwo-cud na przeziębienie, które postawi Cie na nogi już po 1 dniu. Taki Gripolex czy Fervolex możesz kupić za kilkanaście złotych za opakowanie 8-12 tabletek. Możesz równie dobrze kupić osobno opakowanie paracetamolu i witaminy C, zapłacisz mniej niż 10 zł za oba i będziesz miała 60 tabletek pierwszego i 120 tabletek drugiego wyrobu. Obecnie w wielu aptekach, leki bez recepty i suplementy są wystawione do samoobsługi, więc możesz sobie na spokojnie poczytać skład. Jeszcze wygodniej porównać leki przez Internet.

Druga sprawa to różnice w cenie między producentami. Produkt reklamowany, opatrzony bardziej znaną marką nie musi być lepszy niż ten z niższej półki cenowej. Nie zawsze potrzebujesz dodatkowych substancji w leku czy suplemencie, więc po co dopłacać do szerszego składu. Niektórzy witaminy kupują w czystej postaci – w dużych opakowaniach w proszku, na przykład kilogram witaminy C za 45 zł.

Trochę pokombinuj

Kiedyś pielęgniarka zaleciła mi żebym kupiła w aptece środek do udrożniania ucha, żeby dziecku wypływałam woskowina. Kupiłam – zapłaciłam ponad 15 zł za mały spray do ucha. Dopiero w domu spojrzałam na skład, że to zwykła oliwa z oliwek, którą miałam w domu pod ręką. Mogłam spokojnie nie wydawać tych kilkunastu złotych.

Drugi przykład to woda morska lub sól fizjologiczna, których używa się sporo przy małych dzieciach. Możesz kupić wielorazowy rozpylacz i uzupełniać go np. solą fizjologiczną. Wyjdzie taniej niż kupowanie co chwila nowego spraya do nosa z wodą morską, których nie da się już ponownie uzupełnić, a kosztują niemało.

Przy gorączce nie sięgam od razu po środki przeciwgorączkowe, najpierw próbuję schłodzić nieco dziecko chłodnymi okładami na czoło lub letnim prysznicem.

Do lekarza idź z listą

Spisz na kartce lekarstwa, które masz już w domu. Podczas wizyty skonsultuj z lekarzem czy coś z tego, co już masz w domu, nadaje się do leczenia. Być może unikniesz niepotrzebnych zakupów. Często jest tak, że zostają jakieś antybiotyki po wcześniejszej terapii, niezużyte suplementy czy leki.

Dopytuj się czy branie danego leku jest niezbędne. Niektórzy lekarze jak i my, twierdzą, że nieleczony katar trwa tydzień, a leczony 7 dni, ale inni dmuchają na zimne, czego nie zawsze jestem w stanie pojąć. W zasadzie do lekarza wybieram się rzadko kiedy. Czasem po prostu, żeby sprawdzić, czy zwykłe przeziębienie nie przerodziło się w nic poważnego.

Pytaj o zamienniki i proś o refundację

Niekiedy wizyty w gabinecie lekarza kończą się zaciętymi negocjacjami. Lekarzom zdarza się unikać wystawiania zniżek na niektóre leki, które według nas powinny być refundowane. Zasłaniają się przepisami, według których, zanim wypiszą lek ze zniżką, powinni nas najpierw wysłać na dodatkowe badania. A może jednak powinni nas wysłać na te badania? No właśnie, i o refundowane badania często problem się doprosić. Sama pamiętam, ile musiałam się nadyskutować, żeby otrzymać skierowanie na badanie tarczycy. Moim zdaniem były przesłanki, ale zdaniem lekarza nie było. Stanęło na moim, ale to tylko dowodzi, że o swoje trzeba się czasami „wykłócić”.

Jeżeli masz receptę na dany lek, w aptece masz prawo otrzymać jego tańszy zamiennik. Nie musisz kupować też całego opakowania leku czy suplementu. W aptece z łatwością nabędziesz jedynie blister tabletek lub pojedyncze sztuki. Niektóre leki robione w aptece według zaleceń lekarza wychodzą taniej niż rynkowe odpowiedniki.

Promocje i przeceny

Jeżeli jesteś zmuszona kupować stale jakieś leki lub suplementy możesz szukać na nie promocji lub przecen. Apteki tak jak i inne punkty sprzedaży starają się złapać klienta, więc oferują czasami obniżki cen na wybrane produkty. Poza tym, przeceniają produkty, które mają krótki termin przydatności. Lek jest jeszcze zdatny do spożycia, ale niedługo skończy mu się termin, dlatego możesz go kupić taniej.

Ile my wydajemy na leki?

Od początku roku na leki i suplementy dla dzieci wydaliśmy łącznie 356,78 zł (od stycznia do października włącznie). W samym październiku wydaliśmy 194,74 zł, ale po tym zakupie mamy zapas leków na dłużej. Myślę, że to nie jest straszny wynik, wychodzi niecałe 18 zł miesięcznie na dziecko. Do października wydatki były malutkie. Kwoty te obejmują głównie witaminy dla dzieci, jakieś syropy na kaszel, środki przeciwbólowe i do udrożniania nosa.

Na siebie wydaliśmy tylko 137,84 zł. Głównie witaminy, jakieś środki przeciwbólowe i pastylki na gardło. Czyli miesięcznie na osobę dorosłą wydaliśmy niecałe 7 zł na leki i suplementy. To jest chyba dobry wynik – dużo poniżej średniej krajowej:)

Mamy to szczęście, że jesteśmy zdrowi – nie cierpimy na jakieś przewlekłe choroby. Czasem dorwie nas jakieś przeziębienie czy dokuczliwy ból. Jeżeli pojawią się jakieś dolegliwości, to walczymy głównie naturalnymi sposobami. Tak prawdę powiedziawszy w comiesięcznym budżecie, w rubryce leki wpisuję zawsze kwotę 20-50 zł tak na wszelki wypadek. Najwyżej nic nie wydajemy w tej kategorii i zostaje nadwyżka.

 

A Ty jak sobie radzisz z wydatkami na lekarstwa? Masz jakieś swoje patenty na zdrowie?

 

Wysyłam same konkrety

To Cię może zainteresować: