Jak zaoszczędzić w kuchni? 10 konkretnych rad jak wydawać mniej na jedzenie plus przykłady.

Jak usłyszałam, że dzienna stawka żywieniowa w więzieniu to 4 zł za osobę, to zaczęłam kombinować jak tu można by się zmieścić w takiej kwocie. 4 złote dziennie, czyli 120 zł miesięcznie na żywność dla jednej osoby. Znam mnóstwo sposobów na oszczędne gotowanie, a zakupy spożywcze stanowią lwią część naszego budżetu, więc warto spróbować.

Próbowałam, próbowałam i za nic nie mogę zejść do tej kwoty. Mało tego, średnia dzienna stawka żywieniowa u mnie w rodzinie, liczącej 2 dorosłych i 2 bardzo malutkich, jest dwukrotnie wyższa – wynosi 8 zł. Myślę, że to przez efekt skali – więzienie zamawia większą ilość jedzenia, wówczas cena jednostkowa produktu jest mniejsza. Poza tym, mogłabym jeszcze obniżyć nasz koszt żywności, ale musiałabym zrezygnować z jakości pożywienia, czego nie chcę. Dzisiejsza inwestycja w lepsze odżywianie to późniejsza oszczędność na leczeniu, czyli nie będę cały miesiąc jadła na obiad naleśników z cukrem, a na śniadanie chleba z mortadelą.

Ile wydaję na żywność?

Obecne wyniki

Wracając do tematu, w 2016 roku średnio miesięcznie na żywność wydaliśmy 602 zł. Żywność tę konsumujemy: ja, mój mąż i nasza dwuletnia córeczka, którą można policzyć za mniej niż pół osoby. Poza tym osobno spisuję wydatki na słodycze i inne niezdrowe przekąski, na które wydaliśmy średnio 79,5 zł co miesiąc. Do tego można dodać jeszcze artykuły spożywcze, które wpisuje w rubrykę dziecko. Są to produkty spożywcze, które łatwo mi przypisać do kosztów utrzymania dziecka, takie jak jogurciki, kaszki, musy, soczki, mleko modyfikowane itp. Trudno mi je wyodrębnić z innych kosztów związanych z dzieckiem, ale szacuję, że nie wynoszą więcej niż 100 zł miesięcznie. Podsumowując, razem na to wszystko wydajemy około 781,5 zł.

Niechlubna przeszłość

Nie zawsze tak było. Dla porównania w roku 2013 na żywność i słodycze wydawaliśmy średnio miesięcznie o 56,2 złotych więcej, czyli w skali roku zapłaciliśmy 674,4 zł. więcej niż w roku 2016. Całkiem niezła kwota, zwłaszcza, że byliśmy wtedy z mężem sami i ani nie byłam w ciąży, ani karmiąca. Można by za nią kupić już coś ciekawego do domu. Z czasem poznaliśmy wiele sposobów oszczędzania pieniędzy. W planach mieliśmy budowę domu i powiększenie rodziny, więc całkiem naturalnie przyszło nam bardziej racjonalne zarządzanie finansami, zwłaszcza ograniczanie wydatków, celem gromadzenia oszczędności. Prawdę powiedziawszy myślę, że moglibyśmy wydawać znacznie mniej, ale jak wspomniałam, nie chcę kupować jedzenia gorszej jakości, czasami też po prostu brak czasu, żeby zaoszczędzić na niektórych rzeczach.

Ile na jedzenie wydają Polacy?

Badanie USDA

Departament Rolnictwa USA (USDA) sprawdził jak kształtowały się wydatki na żywność na świecie w 2015 roku. Część wyników znalazłam stronie Forsal. Z przeprowadzonych badań wynika m.in., że czym bardziej rozwinięty gospodarczo kraj, tym mniejszy udział wydatków na żywność w budżecie gospodarstwa domowego. Najmniej na jedzenie, w stosunku do dochodów, wydają Amerykanie (6,4%). Nie więcej niż 10 % wydają również w Singapurze, Australii, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Irlandii i Austrii. Według tych badań Polacy wydają 16,5% swoich dochodów i plasują się na 32. miejscu w rankingu. Na końcu listy znajdują się kraje, w których wydatki na żywność przekraczają 50% dochodów obywateli. Nominalnie Polacy wydają na zakup jedzenia 1188 dolarów rocznie, dla porównania najwięcej wydaje się w Hongkongu – 4,3 tys. dolarów. Wśród krajów Unii Europejskiej tylko Węgry wydają mniej na żywność niż Polska.

Wyniki GUS

Według danych pochodzących z GUS dotyczących sytuacji gospodarstw domowych w 2015 roku dostępnych na tej stronie, wydatki na żywność i napoje bezalkoholowe stanowiły największy procent w strukturze ogólnych wydatków gospodarstw domowych (24%). Udział ten nieznacznie maleje z roku na rok, w roku 2004 wynosił 27,8%. Według GUS, na jedną osobę w gospodarstwie domowym przypada niecałe 262 zł kosztu wyżywienia. To mało. To znaczy, że nasze wydatki są większe niż przeciętne, a myślałam, że jednak oszczędnie żyjemy…

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/warunki-zycia/dochody-wydatki-i-warunki-zycia-ludnosci/sytuacja-gospodarstw-domowych-w-2015-roku-w-swietle-wynikow-badania-budzetow-gospodarstw-domowych,3,15.html

Jak zaoszczędzić na jedzeniu?

Poniżej wypisałam wiele sposobów na zaoszczędzenie pieniędzy w kuchni wraz z praktycznymi przykładami. Wymienione przeze mnie sposoby wpływają nie tylko korzystnie na nasz budżet, ale i zdrowie. Stosowanie się do nich nie oznacza rezygnacji z jakości żywności czy niezdrowego odżywiania, a wręcz przeciwnie, będziemy jedli zdrowiej i taniej. Niektóre sposoby będą dla Was oczywiste, ja jednak pamiętam jak poznawałam je krok po kroku, dziwiąc się, że to tak można. Myślę, że jest więcej takich osób, którym się przydadzą moje rady.

1. Nie wyrzucaj jedzenia. Jest szereg możliwości na gotowanie z jak najmniejszymi stratami jedzenia:

– To co zostanie przetwarzaj na inne potrawy:

  • pozostałe mięso z zupy lub obiadu możesz wykorzystać jako farsz do pierogów, dodatek do zapiekanki, zrobić z niego potrawkę, kotlety i wiele innych, ciekawych i smacznych dań. Jeżeli nie lubisz gotowanego mięsa z zupy, przypraw je i podpiecz po ugotowaniu, ziemniaczki do tego, surówka i obiad jak się patrzy. Słyszałam, że niektórzy wyrzucają takie dobre mięso, bo nie lubią gotowanego.
  • podobnie z warzywami, na których ugotowało się zupę. Można przetrzeć przez tarkę, dodać coś jeszcze i zrobić pyszną zupę jarzynową, można wykorzystać do jakiejś zapiekanki, zrobić kotleciki, pasztet, farsz, sałatkę. No właśnie, chyba każdy zna i lubi sałatkę jarzynową. Wystarczy dodać do warzyw ugotowane ziemniaki, ogórka, jajka, groszek, jabłko, majonez lub co tam jeszcze chcesz i masz pyszną sałatkę.
  • z ziemniaków pozostałych po obiedzie można zrobić sałatkę, pyzy, kluski śląskie, ruskie pierogi, krokiety, klopsiki, można podsmażyć na patelni na masełku i wiele innych. Wiele przepisów znajdzie się również na makarony, kasze i ryż, chociażby makaron z serem czy ryż zapiekany z jabłkami.
  • pozostałe owoce z kompotu czy takie, których nie mamy ochoty zjeść już samych można dodawać do placków (pancakes, jogurtowych itp.), ciast, babeczek, galaretek, zrobić z nich dodatek do naleśników czy omletów.
  • z czerstwego pieczywa możemy zrobić bułkę tartą, grzanki, namoczyć i dodać do farszu, usmażyć na patelni w jajku, z ziołami lub innymi dodatkami, można zrobić sobie zapiekanki i wiele innych.

Moje grzanki

  • czasami specjalnie gotuję wielki gar rosołu, wstawiam tego samego dnia część do lodówki i później robię na nim szybko inne zupy, nie tylko pomidorową.
  • jeżeli potrzebujemy tylko część z kupionych warzyw do obiadu, na przykład pół cebuli, pół kapusty, pół selera to reszty nie wyrzucajmy, tylko kombinujmy jak to wykorzystać. Na przykład niezużytą kapustę na gołąbki wykorzystujemy, żeby zrobić kilka takich bez zawijania na patelni, do surówki, do zupy , do bigosu itp. Cebulę zanim się zeschnie możemy dodać do tostów, jajecznicy, zrobić cebularze lub uprażyć – wówczas postoi dłużej.

Zamrażaj to co zostanie

Jeżeli nie masz już pomysłu jak przetworzyć pozostałe jedzenie lub po prostu nie masz ochoty już czegoś jeść, to zamróź to. Zamrażanie to świetne rozwiązanie na niemarnowanie jedzenia i sprytne tworzenie zapasów. Właściwie mrozić można wszystko, tylko trzeba uważać, bo mrożenie zmienia smak czy konsystencję niektórych produktów. Czasami trzeba sprawdzić jak coś zamrozić, czy przed ugotowaniem czy po, żeby żywność nie straciła walorów smakowych. Właściwie nie powinno się mrozić tylko produktów, które za bardzo stracą swoją strukturę, jak na przykład ogórki, śmietana czy jajka w całości oraz produktów, które były już wcześniej zamrożone, chociaż po ich przetworzeniu licznik się zeruje. Długo nie wiedziałam, że można mrozić tyle rzeczy i niestety marnowałam dużo jedzenia i pieniędzy. Oto kilka przykładów, co można mrozić:

  • mrozimy pieczywo, do sklepu jeździmy z raz w tygodniu. Pieczywo kupujemy na zapas i zamrażamy: bułki lub chleb krojony, wyjmujemy tyle ile trzeba i zawsze mamy świeże.
  • można mrozić ciasta: gotowe, nawet z kremami lub ciasto do upieczenia (drożdżowe, kruszonki czy francuskie). Znalazłam informacje, żeby uważać na bezy lub galaretkę. Sama nie mam zbyt dużo doświadczenia w tym temacie, bo u mnie słodycze długo nie postoją;) Mrożę natomiast świeże drożdże. Są tanie i niby niewielka strata, ale przynajmniej są pod ręką jak potrzebuję i są dużo tańsze od suszonych. Porcjuję je w kostki po około 20 gram.
  • mrozi się zieleninę: szczypiorek, koperek, natki selera, pietruszki i wiele innych. Ja kiedyś nie wiedziałam, serio. Gotowaniem się zainteresowałam dopiero jak mój potencjalny wzorzec kulinarny wyjechał pracować za granicę i zostałam w domu sama z bratem. Nie mając żadnych wzorców, w czasach, kiedy się tyle nie googlowało, uczyłam się wszystkiego bardzo powoli.
  • oczywiście mrozimy gotowe potrawy: zupy, mięso, naleśniki, paszteciki. Można zamrozić kasze i makarony, chociaż mogą mieć zmienioną konsystencję i smak po rozmrożeniu. Można zamrozić też wędliny i ser. Często kupuję kiełbasę na zapas, porcjuję i mrożę ją. Później mam pod ręką mały kawałek do zupy czy jajecznicy. Mrożę salami, które wykorzystuje tylko do pizzy i przeważnie opakowanie salami jest za duże na raz.
  • mrozimy często surowe produkty: mięso, ryby, warzywa itp. Lepiej wszystko dokładnie podzielić, żeby nie wyciągać później zbyt dużych ilości na obiad.

Kupuj rozsądnie

O racjonalnych zakupach będzie na pewno osobny wpis. Tu nadmienię, żeby nie kupować za dużo. Maksymalny zapas jedzenia powinien być na tydzień, góra miesiąc rozliczeniowy, o ile termin przydatności na to pozwala. Jak robię zakupy raz w tygodniu, to mam mniej więcej zaplanowane obiady na przyszły tydzień i robię zapasy, żeby pozwoliły mi ugotować to co chce, ew. obiad – dwa więcej. Czasami kupię czegoś więcej, jak ma okazyjną cenę, używamy to na co dzień i jestem pewna, że wykorzystamy to do końca miesiąca, inaczej promocje mnie nie interesują. Czyli na przykład co dziennie jemy dany ser, jeżeli jest tańszy, to kupię tyle, żeby starczyło do końca miesiąca, nie więcej. Zapasy lubią się psuć, a zbyt dużo zakupionej żywności, chociażby starczyła na przyszły miesiąc zniekształci nam obraz naszych finansów. Poza tym, łatwo wpaść w pułapkę gromadzenia zbyt dużych ilości jedzenia co miesiąc. Wówczas część produktów na pewno się przeterminuje, zostanie wyrzucona, stracimy apetyt na nie lub nie będziemy mieli pomysłu jak je wykorzystać, jak w przypadku promocyjnych nowości, które kupimy pod wpływem impulsu.

Gotuj z tego co masz w domu

Rób rzadziej zakupy, raz góra dwa razy w tygodniu, rób listę i planuj posiłki z wyprzedzeniem. Jeżeli czegoś zabraknie to kombinuj zamiast biec do sklepu, tam pójdziesz na łatwiznę i zamiast dokupić tylko jajka do naleśników, kupisz frytki, surówkę i piersi z kurczaka. Kiedyś zabrakło mi jaj do gofrów, dodałam majonez, bo przecież jest z jajek, wyszły pyszne gofry;). Podobnie jeżeli nie masz pomysłu na obiad. Sprawdź dokładnie co masz w domu. Na ogół znajdą się jakieś składniki na naleśniki, zapiekankę czy nawet kotleciki z dodatkami. Proste, tradycyjne dania są pyszne. Takie na przykład jajka sadzone z ziemniakami. Wpisz w wyszukiwarkę produkty, które Ci zostały, dodaj słowo przepis i na pewno znajdziesz coś ciekawego. Kto jada ostatki, ten piękny i gładki, jak mawiała moja ciocia.

2. Produkuj żywność

Każdy ma jakieś możliwości uprawy roślin. W doniczkach na parapecie, na balkonie, w miejskich ogródkach działkowych czy we własnym przydomowym ogrodzie. W zeszłym roku doczekałam się wreszcie swojego własnego warzywnika. Pracy dużo, zwłaszcza przy przetwarzaniu, ale jakże satysfakcjonującej, a prace na zewnątrz można zaliczyć do relaksu na świeżym powietrzu. To sama radocha zbierać owoce i warzywa z własnej uprawy, które są wynikiem naszej pracy. W tym roku, zamierzam siać jeszcze więcej różnych roślin. Oszczędność jest ogromna. Takie chociażby ogórki kwaszone, kupne kosztują ponad 5 zł. za słoik. Z dwóch paczek nasion miałam ogórki na 53 słoiki różnych przetworów, na jedzenie bieżące i jeszcze rozdałam ich mnóstwo znajomym, a na końcu wyrwałam krzaczki, bo nikt już ich nie chciał. Teraz, w zimie, mam na parapecie posadzonych kilka cebulek na szczypiorek – latem zerwałam za mało na zapas. Zużywamy tylko do jajecznicy, więc 9 cebulek w jednej doniczce wystarcza. Inni uprawiają w doniczkach zioła , paprykę lub pomidory.

Własne zbiory: moja duma – pomidorki, seler, por, fasolka, pietruszka, marchewka;)

Jeżeli nie masz dużych możliwości uprawy, to możesz kupować owoce i warzywa w sezonie, kiedy są najtańsze i samodzielnie przetwarzać. Zbieraj słoiki, nie wyrzucaj ich po zużyciu produktu, przydadzą się na przetwory. Część może ktoś Ci podaruje, tak jak ja ogórki innym. Część sezonowych warzyw i owoców możesz też zamrozić. Na przykład czereśnie czy truskawki, kupne mrożonki wychodzą drogo.

Ogórków kiszonych zrobiłam stanowczo za mało. Kiedyś rzadko je jedliśmy, ale teraz to się zmienia.

3. Gotuj co najmniej na dwa dni

Oszczędzisz czas i pieniądze. Zużyjesz mniej prądu, gazu, wody i niektórych produktów. Duży gar zupy będzie się gotował prawie tak samo długo jak mniejszy na jeden dzień. Upieczesz dużą ilość mięsa przy zużyciu niewiele większej ilości prądu. Będziesz miał mniej naczyń do mycia. Jeżeli będziesz smażył zużyjesz mniej oleju i panierki niż gdybyś to robił co dzień od nowa, bo przeważnie wyrzuca się resztki oleju, jajka czy bułki tartej. Czasochłonne potrawy proponuję robić w ilości jak dla wojska i zamrażać. Ja zawsze robię tak paszteciki, krokiety, gołąbki, pierogi i inne, które wymagają większej ilości pracy. Później miło sięgnąć po takie pyszne, domowej roboty obiadki, kiedy nie mamy czasu gotować. Mniejsza jest wtedy pokusa kupienia gotowego obiadu ze sklepu czy restauracji.

4. Kolejny raz o racjonalnych zakupach:

  • Zrób listę zakupów i szukaj okazji cenowych na te produkty, a nie odwrotnie. Chociaż, zdarza mi się, że kiedy nie jestem pewna co na obiad, to patrzę co akurat ma obniżoną cenę w sklepie i tworzę w głowie wówczas menu, ale podstawą jest, żeby wiedzieć co z czym będziemy jedli. Musimy mieć pomysł na każdy z zakupionych produktów, inaczej istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyląduje w szafce, gdzie będzie czekało na przeterminowanie i wyrzucenie.
  • Porównuj ceny w sklepach i jeżeli dojazd do drugiego sklepu nie pożre potencjalnie zaoszczędzonych pieniędzy, to kup tam tańsze produkty.
  • Patrz na gramaturę, skład i cenę za kilogram, a nie za opakowanie. Mniejsze opakowanie sera może być tańsze odrobinę od tego większego, ale gdy spojrzymy na cenę za kilogram może okazać się, że zakup mniejszego będzie mniej korzystny. Tańsze opakowanie produktu może zawierać jedzenie gorszej jakości lub odwrotnie – tańsze może się okazać lepsze jakościowo niż coś droższego, ale reklamowanego. Tak bywa często z produktami własnymi sieci marketów, proponują produkty porównywalne jakościowo z tymi reklamowanymi, a są znacznie tańsze.

5. Sam przyrządzaj posiłki, nie kupuj gotowców, nie jedz na mieście

Nie kupuj kanapek, gotowych obiadów, tych do podgrzania w domu i tych w barach, stołówkach i restauracjach. Tu oszczędność jest ogromna, no chyba, że Twój czas jest droższy. Na ogół wystarczą podstawowe umiejętności kulinarne, kilka sprytnych trików w kuchni, takich jak: gotowanie większych ilości na raz i mrożenie na później. Kolejnym plusem gotowania w domu jest większa kontrola nad jakością posiłków, ich kalorycznością oraz więcej możliwości zróżnicowania posiłków. Podobnie jest z ciepłymi napojami, typu kawa czy herbata. Jeżeli pracujesz stacjonarnie możesz przecież samemu sobie zaparzyć kawę, na ogół znajdzie się jakiś czajnik w pracy. Jeżeli pracujesz w drodze, możesz brać ciepły napój w termos/kubek termiczny. Tu też można sporo zaoszczędzić, zrobienie samodzielnie kawy kosztuje nas kilkadziesiąt groszy za kubek, tymczasem dobra kawa na mieście to koszt kilku złotych. To samo się tyczy ciast, pierogów, pizzy, mieszanek warzywnych, musli i wielu innych produktów. Czasami coś nie jest drogie nawet w sklepie, ale zrobienie tego w domu jest kilkakrotnie tańsze i tak łatwe, że wstyd przepłacać. Na przykład: zakwas na żurek, mały słoiczek kosztuje od 3 zł wzwyż, a do zrobienia go potrzebujemy tylko trochę składników, które mamy w domu, głównie mąkę i wodę, koszt to pewnie kilkadziesiąt groszy. Rób kanapki lub obiady do pracy, przeważnie jest możliwość podgrzania sobie jedzenia. Jeżeli jedziesz gdzieś na dłużej, weź ze sobą coś do picia i jedzenia, żeby nie kupować pod wpływem głodu, a już na pewno nie rób zakupów spożywczych na głodnego. Naucz się robić samodzielnie sosy, zamiast kupować te z paczki, które mają dziwne rzeczy w składzie. Możesz upiec sobie mięso na chleb zamiast przepłacać za te paczkowane, nafaszerowane różnymi substancjami.

Zakwas, ale na chleb. nie na żurek.

6. Kupuj tańsze zamienniki

Nie tracąc na jakości pożywienia można śmiało zastępować dużo produktów ich tańszymi odpowiednikami. Olej rzepakowy ma porównywalne wartości odżywcze co oliwa z oliwek, a jest dużo tańszy. Chude, dobrej jakości mięso to może być indyk, nie musi być cielęcina. Wydajniej wychodzi kupienie pojedynczych warzywa czy przypraw niż ich gotowe mieszanki. Świeże drożdże są tańsze niż suszone i jak wspomniałam można je mrozić, żeby były pod ręką. Sezonowe warzywa i owoce są tańsze i zdrowsze od tych importowanych.

7. Przyrządzaj tanie potrawy

Tanio wychodzą potrawy mączne i warzywne. Gotuj często zupy, zawierają dużo warzyw, są zdrowe, smaczne, pożywne, tanie i łatwo ugotować ich większą ilość. Rób częściej naleśniki, pierogi, placuszki mączne lub warzywne, racuchy. Mięso można czasami zastąpić wysokobiałkowymi warzywami strączkowymi, jajami lub podrobami. Tylko pamiętaj, żeby dieta była zróżnicowana, bo jedzenie zbyt często samych mącznych potraw lub podrobów na pewno na zdrowie nam nie wyjdzie.

8. Odżywiaj się zdrowo

Sporo zaoszczędzisz jeżeli będziesz jadł według zasad zdrowego odżywiania. Czyli nie objadaj się, a jedz często i po trochu. Zrezygnuj z przekąsek typu fast-food, słonych i słodkich przegryzek. My – łasuchy wydajemy na słodycze około 80 zł miesięcznie, sami(!), bo dzieci są za małe, żeby nam pomagać. To prawie 1000 zł rocznie! A ile zdrowia więcej, jakie szczupłe sylwetki. Nawet jeżeli nie potrafimy ich wyrzucić z jadłospisu to próbujmy ograniczyć, już 20 zł mniej to 240 zł rocznie oszczędności, czyli wypasiony prezent pod choinkę. Sporo też pieniędzy można zaoszczędzić rezygnując lub ograniczając alkohol.

9. Pij wodę

Kranówkę, przegotowaną lub bezpośrednio. Jeżeli nie jesteś przekonany do kranówki to filtruj. Woda butelkowana wychodzi najdrożej. Miej w domu buteleczkę na wodę, którą zabierzesz ze sobą na wyjście. Pij wodę zamiast soków, słodkich napojów, energetyków i innych pożeraczy zdrowia i pieniędzy.

10. Załóż sobie z góry ile chcesz wydać na żywność

Określ to w budżecie, później będziesz dobierać menu do możliwości finansowych. Ja staram się wydawać coś pomiędzy 500 a 600 zł miesięcznie na jedzenie. Przeważnie mieszczę się w tych limitach, ale zdarzają się okresy, takie jak święta, kiedy wydaje znacznie więcej. Od niedawna mam też założenie, żeby nie wydawać więcej niż 50 zł miesięcznie na słodycze. Na razie idzie nam dobrze, bo mamy stertę słodyczy po świętach, poza tym ja wielu rzeczy jeść nie mogę ze względu na karmienie uczuleniowej córeczki.

Wnioski

Wszystkie powyższe zasady znam i staram się stosować od dawna z różnym skutkiem. Niewątpliwie wydajemy mniej na żywność niż kiedyś. Głównie dzięki temu, że zrezygnowaliśmy ze słodzonych napojów, mamy własny warzywnik i nabyliśmy nowych umiejętności kulinarnych, dzięki czemu marnujemy mniej żywności. Zaczęłam również planować budżet, zakładać określone kwoty na grupy wydatków i oszczędności, więc i koszty żywności muszą się zamykać w danej kwocie.
Planuję większy warzywnik i więcej własnych warzywnych zapasów, ale trudno tu mówić o oszczędnościach pieniężnych, ponieważ wiąże się z tym zakup zamrażarki, porobienie półeczek w spiżarni i pewnie dokupienie jakiś innych akcesoriów potrzebnych przy uprawie i przetwarzaniu. Jeżeli będziesz zainteresowany to będę raportować 🙂

Wiem, że przepłacamy kupując gotowe, paczkowane wędliny zamiast upiec jakieś mięsko w domu. Zdarza się nam wyrzucać jedzenie, jakieś resztki makaronu, ziemniaków czy zupy, ponieważ nie chce nam się już tego ani jeść, ani przetwarzać. Czasami zjemy na mieście, jeżeli mamy ochotę.

Stosując się tylko do części powyższych zasad można sporo zaoszczędzić nie rezygnując z jakości pożywienia.

W skrajnych przypadkach, można zaoszczędzić jeszcze więcej, ale prawdopodobnie będziemy odżywiali się znacznie gorzej. Moim zdaniem, jeżeli czasami komuś zabraknie pieniędzy do przysłowiowego pierwszego, to lepiej wówczas kupować tanie produkty, nawet trochę gorszej jakości niż się zadłużyć.

 

Może masz jeszcze jakieś pomysły na oszczędzanie w kuchni, które pominęłam?

Bardzo chętnie poznam Twoje zdanie. Śmiało, podziel się proszę, skomentuj.