Ekologia, zero waste, weganizm, freeganizm, minimalizm a oszczędzanie. Nurty, które łączą wspólne cechy

minimalizm a oszczędzanie

Jeżeli nie przemawia do Ciebie oszczędzanie pieniędzy samo w sobie, to może przekona Cię racjonalne podejście do życia wyrażone poprzez stosowanie się do wytycznych takich nurtów jak: minimalizm, ekologia, zero waste, weganizm czy freeganizm. Każdy z tych nurtów łączy ucieczka przed konsumpcjonizmem i efekt w postaci mniejszej ilości wydanych pieniędzy.

Zobacz na czym polega każdy z wymienionych nurtów, co możesz zrobić i gdzie znaleźć inspiracje.

Ekologia

Ekologia to bardzo szerokie pojęcie. Generalnie, jest to nauka, która obejmuje badanie i analizowanie zależności zachodzących w środowisku naturalnym. Potocznie zaczęto używać wyrażenia ekologia i jej wyrazów pochodnych, żeby określać zachowania mające na celu ochronę i dbałość o środowisko naturalne. Zachowania takie jak:

  • Oszczędne gospodarowanie zasobami naturalnymi.
  • Niestosowanie substancji toksycznych.
  • Zmniejszanie skali produkcji i konsumpcji, które odpowiedzialne są za ogromną ilość odpadów, śmieci i zanieczyszczeń.
  • Świadome i racjonalne nabywanie produktów, np. rezygnacja z reklamówek foliowych, kupowanie lokalnych produktów, kupowanie naturalnych środków do czyszczenia domu i higieny osobistej.

Ekologiczne zachowania łączą się z oszczędzaniem pieniędzy. Mamy dwa w jednym, wilk syty i owca cała. Jeżeli ciężko Ci przekonać siebie lub kogoś do ekologicznego stylu życia, możesz się odwoływać do pieniężnych pobudek i odwrotnie – jeżeli ktoś nie jest przekonany do oszczędzania, to pokaż mu ekologiczne plusy całej sprawy.

Zero waste

Zero Waste to ekologiczny nurt propagujący niezaśmiecanie planety. Przeciętnie każdy z nas produkuje 280 kg śmieci rocznie (źródło). Jak wygląda sytuacja z utylizacją i recyklingiem, każdy z nas co nieco zauważył. Sterty śmieci w lasach, ogromne wysypiska śmieci, zaśmiecone plaże, pobocza itd.

Zero waste polega m.in. na:

  • Używaniu przedmiotów wielorazowego użytku, np. ściereczek wielorazowych, pieluszek wielorazowych, kubeczków menstruacyjnych itd.
  • Kupowaniu produktów bez opakowań, które mogłyby stanowić trudne do utylizacji odpady, czyli albo bez opakowań w ogóle, np. makaron luzem pakowany do własnych wielorazowych pojemników, albo w biodegradowalnych opakowaniach, np. w bawełnie organicznej lub papierze.
  • Zmniejszeniu konsumpcjonizmu poprzez kupowanie mniejszych ilości przedmiotów (minimalizm) i kupowanie ich z drugiej ręki.
  • Kupowaniu ekologicznej żywności i produkowaniu własnej.
  • Oszczędnym gospodarowaniu mediami, żywnością i wszystkim, co posiadamy, żeby nie było zbyt dużych strat.
  • Segregowaniu śmieci i kompostowaniu bioodpadów.

To wcale nie jest jakiś niszowy temat. Zainteresowanie tematem Zero Waste jest duże. Na Facebooku znajdziesz grupę Zero Waste Polska, gdzie obecnie jest ponad 7,5 tys. członków i wciąż przybywają nowi. Mają wiele świetnych pomysłów i chętnie dzielą się wiedzą. Żyją świadomie i starają się promować takie odpowiedzialne podejście do otaczającego nas świata.

Co stosuję, z czym sobie nie radzę?

Czytając posty uświadamiam sobie jak dużo z tych pomysłów sama od lat realizuje w domu. Moim głównym celem jest oszczędzanie pieniędzy, ale fajnie wiedzieć, że postępuję również ekologicznie. Daleko mi do typowego zero-wastowicza, ale jestem na dobrej drodze. Wciąż produkujemy dużo śmieci. Kupujemy dużo śmieciowego jedzenia w opakowaniach, które często od razu po wypakowaniu trafia do kubła na śmieci. Używamy wielu jednorazowych rzeczy i nie oszczędzamy przykładnie wody.



Staram się za to nie marnować jedzenia, uprawiam trochę własnych warzyw, robię przetwory, piję kranówkę, zabieram wodę we własnych butelkach lub ciepły napój w termosie. Staram się wykorzystywać wszystko do końca, naprawiać popsute jeżeli się da. Kupuję często używane przedmioty. Staram się brać reklamówki lub skrzynkę na zakupy. Staram się stosować bezpieczną chemię. Nie kupuję specjalnych środków do wszystkiego, wolę użyć samej wody lub wody z octem do umycia mebli, szyb czy podłogi. Czasami testuje też inne rozwiązania: domowy proszek do prania, ocet zamiast płynu do płukania czy orzechy piorące. Przy dzieciach stosowałam wielorazowe pieluchy, chociaż wspomagałam się też pampersami. Segreguję śmieci, w ogóle u nas jest fajny system segregacji śmieci. Mamy przy domu pięć różnych dużych kubłów na śmieci, które dostaliśmy od przedsiębiorstwa „śmieciowego”: na bioodpady, szkło, plastik, papier i zmieszane. Taki system działa tu od kilku lat. Za odbiór śmieci płacimy 8 zł za osobę, czyli u nas 32 zł miesięcznie. Z tego co słyszę, nie wszędzie jest tak dobrze i gdzieniegdzie segregowanie śmieci jest wciąż utrudnione.

Metody rodziców i dziadków

Tak prawdę powiedziawszy, rozwiązania zero waste przypominają normalne życie naszych dziadków czy rodziców, patrząc lata wstecz. W czasach kiedy produkowało się lokalnie, nie w nadmiarze, w sklepach nie było przepychu, a wręcz przeciwnie – pustki, każdy radził sobie jak umiał. Samodzielnie wytwarzano większość jedzenia, gotowanie w domu było normą, a w sklepach nie rozdawano reklamówek na prawo i lewo. Mało się kupowało, popsute rzeczy starano się naprawić, niewiele rzeczy lądowało na śmietniku. Noszono ubrania po innych, dziury się zaszywało. Nowy plecak do szkoły kupowano dopiero jak zużył się stary, a i papier śniadaniowy trzeba było przynieść z powrotem. Używano wielorazowych pieluch czy szmacianych chusteczek do nosa.

Tak było kiedyś, chociaż mniej z wyboru, a raczej z konieczności. Kiedy wprowadzono super ekstra nowoczesne i wygodne produkty, które ułatwiły życie, nasi rodzice szybko zrezygnowali ze starych metod. Tylko co bardziej oszczędni stosują jeszcze te metody. Oj, ile moja mama nakręciła się nosem na wielorazowe pieluchy, które stosowałam przy dzieciach. Nie podobało jej się, że przemywam im pupki tylko szmatkami z wodą, bo przecież nie pachną jak po sklepowych chusteczkach. Dziwi się, że myję okna szmatami i piorę zmywaki. Przecież wszystko jest tanie, na wyciągnięcie ręki, można kupić nowe, stare wyrzucić, a i te stare metody mają tyle wad przecież. Pupki nie pachną, dzieciom niewygodnie, szmaty zostawiają kłaczki, zmywaki nie wyglądają ładnie:) Dawniej był za to problem ze śmieciami. Ludzie musieli sobie radzić z nimi we własnym zakresie i w związku z tym, wiele śmieci lądowało w domowym piecu, na przydomowym wysypisku śmieci lub co gorsza w lesie lub innym mniej uczęszczanym miejscu.

Blogi zero waste, które polecam

Nie czytuję ich regularnie, ale często natrafiam na nie, kiedy szukam jakichś eko-oszczędnych rozwiązań. Warto na nie zajrzeć, żeby zaznajomić się dogłębniej z ideą zero-waste, chociaż tematykę mają nieco szerszą.

Wegetarianizm, weganizm

Od razu przyznaje się bez bicia, że jestem mięsożercą. W ogóle, bardzo dużo w naszej diecie produktów pochodzenia zwierzęcego: mięsa, nabiału, masła i jaj. Mam jednak świadomość, że moja dieta nie jest jedyną, słuszną i najlepszą. Diety, które wykluczają zwierzęce produkty, mają wiele plusów i ogrom zwolenników.

Dobrze zbilansowana wegańska dieta jest zdrowa, pożywna i tania. Kupując lokalne, sezonowe produkty lub wytwarzając własne, na pewno wydasz na żywność mniej, jeżeli zrezygnujesz z produktów zwierzęcych. W końcu łatwiej jest uprawiać marchew niż hodować kurczaki:) Produkty zwierzęce są droższe. Porównaj sobie ceny za kilogram mięsa, a kilogram ziemniaków, kaszy czy marchwi. Można tu wspomnieć również o oszczędności związanej z zachowaniem lepszego zdrowia. Dieta wegańska jest zdrowa, pozwala uniknąć wielu chorób, więc i kosztów leczenia czy suplementacji. Znalazłam ciekawy wpis na stronie Dzieci są ważne o kosztach diety wegetariańskiej i wegańskiej.

Jest wiele odmian diet bezmięsnych, na przykład:

  • Wegetarianizm – bez mięsa, ale z innymi produktami zwierzęcymi (nabiał, jaja),
  • Pescowegetarianizm – dopuszczalne ryby i inne produkty pochodzenia zwierzęcego, ale nie mięso,
  • Weganizm – żadnych produktów zwierzęcych,
  • Fruktarianizm – jedzą owoce i warzywa, których zjedzenie nie spowoduje zniszczenia rośliny.

Bardzo często ludzie zachowujący się ekologicznie unikają produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie tylko w żywności, ale również w kosmetykach, ubiorze czy innych przedmiotach użytku codziennego. Trudno się dziwić, chów i ubój zwierząt często przypomina zimny, bezlitosny, bolesny i mechaniczny proces, gdzie temat cierpienia zwierząt zamiatany jest pod dywan. Do produkcji żywności pochodzenia zwierzęcego zużywa się bardzo dużo wody, która również jest ograniczonym zasobem na ziemi i powinno się ją oszczędzać.

Na Fb są grupy dla wegan, np. Co jedzą te wegany, gdzie znajdziesz na pewno inspiracje dla siebie. Nie czytuję wegańskich blogów, więc nie wiem, który jest godny polecenia. Może Ty coś podpowiesz?

Freeganizm

Wiecie, ile dobrej jakości jedzenia trafia do śmietników? Dużo żywności marnowanej jest w gospodarstwach domowych. Często wyrzucamy żywność zdatną do spożycia, ale prawdziwy problem marnowania żywności powstaje wcześniej. Już przy produkcji, powstaje dużo „odpadów”. Sama byłam świadkiem jak segregowano warzywa lub owoce wysyłane do sklepów. Musiały być nieskazitelne. Drobne plamki na papryce czy zgniecenia i już lądowała w śmietniku. A co się dzieje w marketach i sklepach spożywczych? Masa jedzenia, któremu skończył się termin przydatności (określony przez producenta) ląduje w śmietniku. Część żywności ma jeszcze termin, ale może trafić do śmietnika z innego powodu: uszkodzone opakowanie, zniszczony wygląd (np. zgnieciony pączek), czy znowu owoce lub warzywa niewyglądające idealnie.minimalizm a oszczędzanie

I wtedy pojawiają się freeganie

Freeganie polują na taką żywność. Nurkują w przysklepowych kontenerach na śmieci w poszukiwaniu prawdziwych żywieniowych perełek. Zbierają dobre jakościowo warzywa, owoce, pieczywo, napoje, słodycze, makarony i wiele innych. Nie ryzykują zdrowiem i zbierają żywność, której skończył się termin chwilę temu, która wygląda i pachnie dobrze. W końcu,termin oznaczony przez producenta często kończy się szybciej, zanim produkt rzeczywiście się popsuje. Producent nie może ryzykować sprzedaży popsutego produktu. Freeganie nie muszą być biednymi ludźmi, bezdomnymi, kojarzącymi się z brzydkim zapachem i czerwoną, przepitą twarzą. To ludzie, którzy po prostu stronią od konsumpcjonizmu, który w dzisiejszych czasach jest nadmierny. Nadmierna jest również produkcja, stąd tyle strat, odpadów i śmieci. Nie widzą sensu kupowania żywności, jeżeli jest tyle dobrej na wyciągnięcie ręki, która by się zmarnowała.

Oczywistym skutkiem nurkowania w śmieciach po jedzenie są oszczędności. Freeganie zdobywają tę żywność za darmo. Myślę, że na zakupy też się czasami wybierają, jednakże te wydatki muszą być o wiele niższe niż u przeciętnego Kowalskiego, a pamiętajmy, że żywność stanowi przeważnie 20-25% domowych wydatków. Ja nie byłabym w stanie przemóc się, żeby w ten sposób zdobywać żywność. Mam zbyt dużo psychicznych zahamowań. Bałabym się jakości tego pożywienia. Oczywiście, nie przerażają mnie owoce czy warzywa z plamkami, ale bałabym się przeterminowanego nabiału, mięs, jaj i innych. Pracowałam w sklepie i wiem, że nie zawsze żywność jest przechowywana w odpowiednich warunkach. Klient zostawi jogurt przy kasie, który trafi z powrotem na półkę dopiero za parę godzin. Lodówka z wędlinami jest już pełna? No to dostawa postoi sobie trochę poza lodówką zanim zejdzie towar…

Błąd w polityce

Absolutnie nie neguję freeganizmu, Podziwiam ludzi, którzy się na to decydują, ja miałabym jednak zbyt duże opory. Straszna za to jest postawa producentów czy sklepów, które pozwalają na tak duże marnowanie żywności. Wystarczyłoby odpowiednio wcześniej obniżyć cenę produktu. Przecenić produkty, którym dziś kończy się termin – zawsze znajdą się chętni na takie produkty, a większość i tak kupi w cenie regularnej. Można by też po prostu zamawiać mniejsze ilości jedzenia. W niektórych sklepach stosuje się takie rozwiązania, a w innych wciąż średniowiecze… Uważają, że cwani konsumenci będą czekali tylko na przeceny.

Życie bez kasy

Są też ludzie, którzy dążą do życia bez wydawania pieniędzy. Muszę przyznać, że kiedyś marzyło mi się mieszkać z dala od ludności, gdzieś w chatce w lesie i wieść proste życie poza całym systemem. Na Fb jest np. grupa Życie bez kasy, gdzie ludzie wymieniają się informacjami, jak żyć czy korzystać z niektórych produktów nie wydając ani grosza. Znajdziesz informacje np. które rośliny znalezione w lesie, czy na łące nadają się do jedzenia, jak podróżować za darmo, gdzie znaleźć darmowe jedzenie lub przedmioty, czym można się wymienić i kto ma coś do oddania.

Trafiłam tam ostatnio na ciekawy artykuł o kobiecie, która żyje już dwa lata bez wydawania pieniędzy. Tu możesz sobie go przeczytać >>>Klik<<<.

Jadłodzielnia

W niektórych miastach funkcjonują jadłodzielnie. To takie miejsca, do których można przynieść żywność, której mamy za dużo. Oczywiście z drugiej strony, jeżeli jesteś w potrzebie możesz wziąć sobie z niej potrzebne produkty. Nikt nikogo nie sprawdza, chodzi o to, żeby nie marnować żywności, żeby się nią wymieniać – dzielić. Jadłodzielnie działają już w wielu miastach i wciąż ich przybywa. Poszukaj, czy funkcjonują takie w Twoim mieście. Miło by było gdybyś napisała o jadłodzielni w Twoim mieście w komentarzu. Może stworzyłybyśmy razem jakąś listę.

Minimalizm a oszczędzanie

Styl życia, którego główną sentencją mogłoby być: „mniej, znaczy więcej”. Tu znowu ucieka się od konsumpcjonizmu. Dąży się do być, a nie mieć. Minimalista wyzbywa się wszystkich zbędnych przedmiotów. Wie, że człowiek staje się niewolnikiem tego, co posiada, zatem zostawia wokół siebie tylko praktyczne, przydatne przedmioty i w jak najmniejszej ilości. Wyzbywa się ozdób, przedmiotów sentymentalnych, ubrań, których nie założył od paru lat, wszelkich przydasiów, a nawet książek.

Są oczywiście różne stopnie minimalizmu. Mówi się, że minimalista powinien mieć nie więcej niż 100 rzeczy. Możesz oznaczyć przedmioty w domu, z których korzystasz czerwonymi karteczkami i później je policzyć. Słyszałam też o jednej pani pracującej w biurze, która miała dosyć wymyślania strojów do pracy, czy też chciała być oceniana tylko za pracę, a nie za strój i dlatego codziennie chodzi ubrana tak samo. Ma kilkanaście takich samych białych koszul i kilka czarnych spodni. Ponadczasowy strój i minimalistyczne podejście:)

minimalizm a oszczędzanie

Mój minimalizm

Minimalizm jest mi chyba najbliższy z wszystkich wymienionych nurtów. Nie przepadam za kupowaniem. Zawsze daję sobie czas, zanim kupię nową rzecz. Jak chcę coś kupić, to zazwyczaj zajmuje mi to parę miesięcy. Najpierw walczę z pokusą, zastanawiam się czy na pewno tego potrzebuję. Jeżeli po jakimś czasie zachcianka nie znika, to zapisuję ją na listę, kalkuluję kiedy mogę ją kupić, uwzględniam w budżecie, rozglądam się, porównuję, czytam o alternatywach…

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Nie chodzę na zakupy dla relaksu, a z potrzeby. Mam coraz mniej ubrań, ale za to takie, które lubię nosić. Wolę nie mieć w ogóle niż kupić tylko po to, żeby było. Dlatego gdzieniegdzie mam gołe żarówki zamiast lamp, nie usiądziesz u mnie na kanapie w salonie i nie włączę telewizora, żeby grał w tle. Podobnie mam z zakupem ubrań. Jeżeli wymyślę sobie, że chcę kupić granatową sukienkę i nigdzie takiej nie widzę, to nie kupuję na pocieszenie jakiejś innej, chociażby w atrakcyjnej cenie. Nie dam się też skusić przy okazji na świetna kurtkę czy buty, jeżeli nie planowałam ich kupić. Granatowa sukienka pojawi się kiedyś w sklepie, w końcu, kiedy czegoś pragniemy, cały świat staje na głowie, żeby nam to zapewnić:)

Lepsze na dłużej

W ekologii i minimalizmie wspólne jest to, że ludzie chcą kupować mniej, ale dobre jakościowo rzeczy, które posłużą dłużej. Fajnie też, kiedy są produkowane z zasadami fair trade. Kupowane rzeczy są przeważnie droższe, ale pozwalają zaoszczędzić w dłuższym okresie. W dzisiejszych czasach nigdy nie wiadomo do końca, czy płaci się za jakość, czy za markę, więc na grupach cały czas przekazywane są informacje, co jest godne polecenia.

Oczywiście, jest grupa Minimalizm na Fb. Blogów nie czytuję. Czasami, jak czegoś szukałam wyświetlało mi minimalistyczny blog simplicite.pl, ale nie zatrzymał mnie nigdy na dłużej. Kiedyś czytywałam blog Wolnym być, który nie jest aktywny od dłuższego czasu, ale jeszcze istnieje i można poczytać treści. Blog ten był pierwszym, który zaczęłam czytywać regularnie. Sporo tam było nawiązywania do minimalizmu, zwłaszcza w kontekście dążenia do niezależności finansowej. Chociaż, niektórzy minimaliści twierdzą, że nie powinno się dążyć do gromadzenia pieniędzy…

Ile można zaoszczędzić na ekologii czy minimaliźmie?

Nieskończenie wiele – taka odpowiedź mi się nasuwa:)

Sama pomyśl. Jesteś minimalistką i żyjesz ekologicznie. Masz mało przedmiotów, a te które posiadasz są przeważnie z drugiej ręki. Kupujesz porządną parę butów dopiero, jak zużyjesz stare, a ubrania znajdujesz w lumpeksie. Jako kosmetyków używasz tylko naturalnych substancji. Nie malujesz się, masz tylko jeden produkt do mycia, sprzątasz przy użyciu octu. Twoja dieta to głownie warzywa, owoce, kasze, ryż czy makarony. Już pewnie wiesz, ile mniej mogłabyś wydawać na życie:)

Mało kto potrafi żyć tak jak powyżej. Mamy mnóstwo wymówek. Jednym szkoda czasu, inni boją się odstawać od stada. Mamy swoje małe przyzwyczajenia, hobby, pracę czy słabości, które wykluczają ekologiczne czy minimalistyczne podejście. Każda drobna zmiana jest ważna i daje spory efekt. Absolutnie nie ma co się zrażać, że z czymś sobie nie radzimy czy robimy coś za mało. Mamy teraz takie czasy dobrobytu. Produkuje się dużo, tanio, do wyboru, do koloru, a jak Ci zabraknie pieniędzy, to za rogiem rozdają na mały procent. To trwa już jakiś czas i niestety dużo ludzi zatraciło się w tym bezsensownym konsumpcjonizmie. Każdy przejaw powrotu do źródła jest ważny. Przybywa na szczęście ludzi, którzy przedkładają dobro środowiska nad wygodę i przepych. Sprawa jest całkiem poważna. Już całkiem sporo regionów przypomina jedno wielkie wysypisko śmieci. Czy chcesz, żeby w tych śmieciach żyły Twoje dzieci i wnuki?

Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy

Cytat z filmu „Podziemny Krąg”

Kilka przykładów

  • Jeżeli przerzucasz się na minimalizm, zapewne pozbędziesz się zalegających przedmiotów. Ja o swojej wyprzedaży pisałam tutaj. Wówczas odzyskałam prawie 200 zł sprzedając 18 przedmiotów, głównie używane ubrania.
  • Nie marnując żywności możesz sporo zaoszczędzić na jedzeniu. My wydajemy niedużo, niecałe 800 zł miesięcznie za dwoje dorosłych i dwoje malutkich. O tym jak oszczędzić na jedzeniu nie tracąc na jakości pisałam tutaj. 
  • Kupując używane ubrania i meble oszczędności idą w setkach czy nawet tysiącach złotych. O tym, co można upolować w lumpeksach pisałam tutaj. Dla przykładu, za kurtkę zimową możesz zapłacić 30 zł, a nie 300 zł. Kupując używaną kanapę zapłacisz 300 zł, a nie 2000 zł.
  • Rezygnując z większości kosmetyków możesz oszczędzić kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Malowanie i podcięcie włosów u fryzjera może kosztować np. 100-300 zł miesięcznie. Ja nie byłam u fryzjera już chyba dwa lata. Wróciłam do swojego koloru włosów, a raz na jakiś czas podcina mi je mąż. Zaoszczędziłam już co najmniej 2400 zł;)
  • Czyszcząc wodą z octem możesz zaoszczędzić np. 5 zł na butelce płynu do mycia szyb. O myciu okien starym sposobem pisałam tutaj.
  • Stosując wielorazowe pieluchy możesz zaoszczędzić 1-2 tys. zł. O moim wielorazowym pieluchowaniu pisałam tutaj.

Co złego może Cię spotkać jeżeli wpadniesz w nurt?

Wzajemny brak zrozumienia

Łatwo, szybko, od ręki, tanio. Kup, użyj, wyrzuć. Tak się teraz robi. Jeżeli robisz inaczej, czyli np. poświęcasz czas na zrobienie domowego piwa, upieczenie pączków czy pieluchujesz wielorazowo spotkasz się ze zdziwieniem otoczenia. To nie będzie tylko zaskoczenie, że robisz coś inaczej. Spotkasz się z krytyką i usłyszysz wiele „mądrych” rad, że właściwie, to robisz sobie krzywdę. Danonki są przecież zdrowe, rosną po nich mocne kości, po co robisz domowy jogurt, przecież on jakoś dziwnie wygląda...

Jak już przemyślisz sobie parę spraw i poukładasz świat na nowo, usuwając treści zaszczepione przez świat telewizji, reklamy i opinii społecznej, zobaczysz, że zachowanie Twoich znajomych nagle zacznie Cię dziwić. Zacznie Cię kłuć w oczy np. to, że wyrzucają sporo produktów, które Twoim zdaniem można jeszcze wykorzystać. Zaskoczy Cię też na pewno podejście niektórych radykalnych wyznawców nurtu. Ktoś pozbędzie się fantastycznego księgozbioru, kiedy Ty nie potrafisz rozstać się z żadną książką. Okaże się, że niektórzy nie myją się codziennie, a Ty jednak wolisz zostać przy codziennym prysznicu:)

Brak czasu

O ile przy minimalizmie widzę dużą oszczędność czasu, tak wiele ekologicznych rozwiązań lubi pochłaniać czas. Trzeba go znaleźć sporo na szukanie rzeczy używanych czy dobrych jakościowo. Trochę czasu pochłonie dokładne czytanie etykiet, żeby produkt spełniał nasze normy eko. Czas zajmie też pranie, rozwieszanie i zapieranie chusteczek i pieluch wielorazowych. Nie będę już wspominała o produkcji własnej żywności, kosmetyków czy środków czyszczących. Niby to wszystko pochłania po kilka-kilkanaście minut, ale wiadomo, że się uzbiera, a czas z gumy niestety nie jest i trzeba selekcjonować priorytety.

Fanatyzm

W każdej grupie znajdziesz fanatyków. Radykałów, którzy udają idealnych i wytykają innym błędy lub zarzucają hipokryzję czy nawet głupotę. Biada tym, którzy w eko grupie przyznają się do jedzenia mięsa. Zdarzają się również komentarze krytykujące posiadanie dzieci, bo przecież to nowi ludzie, którzy bezwzględnie i egoistycznie będą zużywać zasoby naturalne, zaśmiecać planetę i wydzielać śmiercionośne gazy… Mam nadzieję, że Ci radykałowie przysposobili sobie umiejętność wysyłania przekazu myśli, bo na pewno nie korzystają z elektronicznych produktów z plastikowymi elementami, które zostały wyprodukowane w Chinach bez uszanowania zasad fair trade. No, ale przynajmniej bywa ciekawie i jest co poczytać:)

 

Jestem we większości z tych grup. Daleko mi do wzorowego członka. Do wszystkich tych wytycznych podchodzę „na luzie”. Wybieram takie rozwiązania, które nie wpłyną znacząco na pogorszenie mojego komfortu życia i nie zajmą mi zbyt wiele czasu. Są to jednak bardzo fajne źródła inspiracji. Czuje, że te informacje drożą skałę i pomału zmieniam nastawienie do wielu spraw. Wiele rozwiązań stosuję sama od lat, dlatego też mam czasami czym się podzielić z innymi. Wszystkie wymienione przeze mnie nurty mają wspólne cechy, więc ich członkowie tak jak i ja należą do tych samych grup. Warto żyć bardziej racjonalnie, nie tylko dla zaoszczędzonych pieniędzy, ale żeby też zostawić po sobie porządek, a nie same śmieci.

 

Wysyłam same konkrety

 

Interesujesz się którymś z ww. nurtów?

Może znasz jakieś inne łączące się z oszczędzaniem pieniędzy?

 

To Cię może zainteresować: