Pieniądze w związku. Rozszerzenie artykułu + przemoc ekonomiczna

O pieniądzach w związku napisałam dla magazynu Mysaver. Jako że wpis był gościnny, unikałam opisów moich osobistych doświadczeń w tym zakresie. Poza tym, tekst był redagowany i nie wszystkie kwestie, które chciałam poruszyć zostały opublikowane. Postanowiłam więc u siebie rozszerzyć nieco tę tematykę.

Wpis Pieniądze w związku możesz przeczytać na portalu Mysaver   >>>klikając tutaj<<<.

Poruszyłam w nim takie kwestie jak:

  1. Pieniądze razem czy osobno

  2. Różnice w zarobkach

  3. Zachcianki i indywidualne potrzeby

  4. Długi w związku

  5. Wspólne planowanie budżetu

Moje doświadczenia

Większość kwestii, które poruszyłam we wpisie znam z własnego doświadczenia. Dwa razy dzieliłam mieszkanie z partnerem, zatem dwa razy musiałam uzgodnić kwestie finansowe. W obu przypadkach finanse były oddzielne, w drugim związek zakończył się ślubem i wspólnotą majątkową, ale po kolei…

Pierwszy raz

Za pierwszym razem finanse były osobne. Ja byłam wówczas świeżo po liceum, z niewielką wypłatą i z totalnym brakiem wiedzy finansowej. Odgórnie i w ciemno ustaliliśmy, po ile będziemy się składać na wspólne wydatki. Wiedzieliśmy, ile wyniesie nas czynsz i opłaty, takie jak telefon, internet, tv, gaz, prąd, ale nie mieliśmy pojęcia, ile wydamy na podstawowe zakupy. Niewiele też robiliśmy, żeby się tego dowiedzieć. Nawet dziś dokładnie nie pamiętam jak to było, bo to było ponad 10 lat temu:)

Mniej więcej podzieliliśmy się też kosztami urządzenia mieszkania. Ja kupowałam wszystkie drobne rzeczy za pieniądze zarobione w wakacje, takie jak: sztućce, talerze, szklanki, miski, drobne AGD, wyposażenie łazienki i inne drobne rzeczy. Mój ówczesny partner kupował „grubsze” rzeczy, takie jak pralka czy meble do salonu.

Kaucję zwrotną za mieszkanie zapłaciliśmy na spółkę i dopiero niedawno się z niej rozliczyliśmy – jak się wyprowadziłam z tego mieszkania i dostałam jej zwrot. Nie polecam takiego rozwiązania. Ja już byłam na innym etapie życia, myślami przy innych sprawach i nawet nie pamiętałam, że powinnam się rozliczyć z byłym partnerem. Lepiej załatwić takie rzeczy od razu;)

W tym okresie w ogóle nie podchodziłam poważnie do pieniędzy. Płacenie rachunków było na głowie mojego partnera, a ja poza dokładaniem się do nich, w ogóle się nimi nie interesowałam. To nie było zbyt dobre rozwiązanie. Nie byłam świadoma, jakie dokładnie koszty ponosiliśmy, że można było popracować nad obniżeniem ich i przede wszystkim, mogłam odciążyć nieco partnera, żeby nie był z tym sam. Zauważyłabym też szybciej, że ma problem z finansami. O ile radził sobie w miarę z naszymi wspólnymi wydatkami, tak już ze swoimi osobistymi sobie nie radził.

Z drugiej strony, nie było ze mną tak źle, bo to wtedy zaczęłam spisywać wydatki. Często nie mogłam się doliczyć na koniec miesiąca, gdzie podziały się moje pieniądze – „przecież z 200 zł powinnam jeszcze mieć„. Tak się zaczął powolny proces mojego finansowego rozwoju. Spisywałam jednak tylko swoje wydatki, tych wspólnych nie.

Samodzielność

Po rozstaniu wszystkie sprawy finansowe zostały na mojej głowie. Sytuacja zmusiła mnie, żebym się zainteresowała w końcu rachunkami. W tym momencie zaczęłam szkolić się w oszczędzaniu. Sama wynajmowałam mieszkanie zarabiając niewiele ponad najniższą krajową, musiałam się sporo nagimnastykować, żeby starczyło mi na nowe buty czy spodnie. Zanim zaczęłam się spotykać z moim obecnym mężem, byłam już w miarę ogarnięta finansowo. Nie zarabiałam dużo, ale pieniądze miałam pod kontrolą.

Drugi raz

Gdy zamieszkałam z moim obecnym mężem, ówczesnym narzeczonym, finanse aż do ślubu były osobne. Tu role się zupełnie odwróciły, bo to ja miałam na głowie wszystkie finansowe sprawy, a narzeczony dokładał się po prostu do wydatków. Sporo wówczas oszczędzałam, ale jak się okazało i jemu oszczędne życie nie straszne. Na przykład, razem ze mną marzł w zimę, żeby nie płacić kokosów za ogrzewanie:)

Przy okazji ślubu omówiliśmy kwestię naszych przyszłych finansów. Bez większego zastanowienia ustaliliśmy, że będą wspólne. Hmm… Mój mąż mógł na tym gorzej ucierpieć, bo to on zarabia więcej w naszym związku. Ja tylko uprzedziłam go, że skrupulatnie spisuję wydatki i pytałam, czy też będzie zbierał paragony i czy nie przeszkadza mu to, że będę wiedziała o wszystkich jego wydatkach. Już wtedy pytałam, czy nie wprowadzić tzw. kieszonkowego, ale mąż stwierdził, że nie potrzeba.

Kieszonkowe w związku – odgórnie ustalone kwoty na indywidualne potrzeby partnerów. Z tych kwot nikt się nie musi tłumaczyć i wydaje według własnego widzimisię.

Początki nie były łatwe. Mąż często zapominał paragonów i nie pamiętał, ile wydał i na co. Co chwila wychodziły jakieś spore różnice w budżecie, ale takie są właśnie początki. Ja też na początku często zapominałam o paragonach i nie byłam systematyczna. Mąż nie miał też w zwyczaju porównywania cen, szukania promocji czy wstrzymywania się z zachciankami, dlatego też bałam się go wysyłać do sklepu. Jak to ze wszystkim i z finansami musieliśmy się dotrzeć:)

Obecnie, finanse nadal są głównie na mojej głowie. Ja płacę rachunki i robię większość podstawowych zakupów. Staram się jednak jak mogę angażować męża w kwestie pieniężne. Wszystkie grubsze wydatki omawiamy wspólnie, a na koniec miesiąca zgłaszamy swoje potrzeby do budżetu. Próbujemy też wprowadzić kieszonkowe, ale z marnym skutkiem, bo na ogół są ważniejsze (wspólne) wydatki.

„Ja nic nie wydaję, a ty wciąż nie masz pieniędzy”

Uważam, że prowadzenie budżetu i spisywanie wydatków ma jeszcze jeden plus, o którym się nie wspomina zbyt często. Oboje partnerów ma wgląd do historii wydatków, więc można uniknąć dużej części sporów o to, kto, ile i na co wydał. Nie usłyszę od męża: „ja nie wiem na co Ty te pieniądze wydajesz„, bo wie, że odeślę go do pliku w Excelu:) Żadne z nas nie wyda za dużo na zakupach czy nie ulegnie większej zachciance, bo każdy jest świadomy na ile możemy sobie pozwolić i jakie cele chcemy za pomocą pieniędzy zrealizować.

Czarno na białym widać, jakie są priorytety i dopiero, kiedy zrealizujemy budżet i zostaną jakieś nadwyżki, możemy przejść do sprawiedliwego realizowania listy zachcianek. Niewątpliwie, tak szczegółowe zarządzanie finansami jest możliwie tylko dzięki wzajemnej uczciwości i zaufaniu. Dogadujemy się też, ponieważ oboje jesteśmy raczej nastawieni na oszczędzanie. Nie zależy nam na wystawnym życiu, nie przywiązujemy wagi do przedmiotów – nie musimy mieć „fajnych” gadżetów czy ubrań.

Jak się dogadać przy skrajnościach?

Gdybyśmy mieli odmienne podejście do finansów, byłoby trudniej, ale moim zdaniem, wszystko jest do uzgodnienia. Tak jak pisałam w artykule, są sposoby, żeby dojść do takiego porozumienia, żeby pieniądze nie stanowiły powodów do kłótni.

Jeżeli denerwuje Cię skąpstwo czy przeciwnie – rozrzutność partnera, można zaproponować mu takie rozwiązanie, dzięki któremu jego zachowanie nie będzie Cię aż tak irytować. Dla przykładu, jeżeli skąpiec nie widzi potrzeby wymiany ubrań, które przestały być modne 20 lat temu lub nie widzi potrzeby remontu, możesz go poprosić, żeby przeznaczał na te cele niewielki procent ze swoich pieniędzy, np 5-10% na wymianę ubrań lub dołożenie się do remontu. Jeżeli partner jest rozrzutny, możesz mu zaproponować odkładanie 5-10% na poduszkę bezpieczeństwa. Na pewno nie zmienisz mu charakteru, ale osiągniecie pewien kompromis między waszymi finansowymi temperamentami.

Powołuj się nie tylko na pieniądze. Znajdź argumenty, które być może okażą się ważniejsze. Może skąpca przekonasz tym, że może mieć problemy w kontaktach międzyludzkich. Jeżeli chętnie częstuje się ciastkami współpracowników, a swoje zjada po kryjomu, w końcu inni mogą to zauważyć i zacząć go unikać. To taki infantylny przykład, chociaż z życia wzięty, ale oddaje istotę problemu. Jeżeli rozrzutna osoba kompulsywnie kupuje sobie ubrania, być może nie radzi sobie z własnymi emocjami… Nie można skupiać się tylko na wydawaniu lub niewydawaniu pieniędzy. Problem może być ukryty głębiej.

Jak poznać finansowe skłonności partnera?

Warto poznać partnera poprzez szczere rozmowy o pieniądzach. Wystarczą takie banalne pytania jak:

  • Co sądzisz o ludziach bogatych?
  • Czy sam chciałbyś być bogaty?
  • Czy pieniądze Cię uszczęśliwiają?
  • O czym marzysz, do czego dążysz, na co chcesz zarobić?
  • Jak Twoi rodzice podchodzili do pieniędzy? Mówili o nich otwarcie? Czy ukrywali przed sobą wydatki?
  • Czy w domu było biednie czy zamożnie?
  • Który rodzic zarządzał pieniędzmi?
  • Co rodzice sądzili o ludziach bogatych?
  • Z czym Ci się kojarzy oszczędność?

Takich pytań można zadać mnóstwo. Poznając sytuację finansową z dzieciństwa partnera, można się zorientować z jakimi problemami się boryka, jaki ma stosunek do pieniędzy i zrozumieć dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Oczywiście nie ma pewności, że partner będzie postępował z pieniędzmi tak samo jak jego rodzice lub jedno z nich. Moi rodzice bardzo kiepsko zarządzali finansami, a jednak nie poszłam w ich ślady. Być może nauczona ich błędami, a być może szybko wyciągałam wnioski ze swoich własnych.

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Zarabiam gorzej od partnera

Zarabiam mniej od mojego męża i jest to dla mnie problemem. Dla niego raczej nie. Od samego początku małżeństwa, bez żadnych wahań dał mi dostęp do swojego wynagrodzenia. Polega w tych kwestiach na mnie, bo chyba mu tak wygodnie. Często zapomina nawet hasła do swoich kont czy pinu do karty. Śmieję się czasami, że przelewam część wypłaty na moje konto w Szwajcarii, ale ten żart go już nie bawi:) A moje ambicje domagają się więcej. Nie dlatego, żeby zarabiać więcej od męża, ale żeby w ogóle zarabiać więcej, zapewnić lepszy byt naszej rodzinie. I chociaż czuję, że mam już jakieś odpowiednie umiejętności, doświadczenie i wykształcenie, żeby zarabiać więcej, to jednak muszę jeszcze poczekać, bo postanowiłam zająć się opieką nad dziećmi. One są dla mnie teraz priorytetem.

Nie chcę myśleć nawet co by było, gdybym nie miała pracy – była bezrobotna. Pewnie czułabym się gorsza od innych. Chociaż to raczej wykluczone, bo ja mam zasadę, że jakąś pracę trzeba mieć, nawet byle jaką, a szukać lepszej w międzyczasie. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że to nie pieniądze są wyznacznikiem wartości człowieka. Świadczą o pewnej zaradności, ale też nie wszyscy marzą o dużych pieniądzach. Niektórzy wykonują szlachetną pracę lub po prostu łączą pracę z pasją, co nie zawsze idzie w parze z dużymi pieniędzmi. Pamiętaj o tym, jeżeli zarabiasz lepiej niż Twój partner. Liczy się wkład w związek, w gospodarstwo domowe, to jakim jest człowiekiem… Gdyby mój mąż nie przykładał się do pracy w domu czy dbania o mnie i dzieci, za nic miałabym jego lepszą wypłatę:)

Przemoc ekonomiczna

Na ogół wynika z różnic w zarobkach, gdzie jedna strona próbuję zdominować drugą przy pomocy pieniędzy. Problem może dotyczyć każdej rodziny, nie tylko tej zamożnej. W przeciętnej, normalnej rodzinie można się czasem doszukać elementu przemocy ekonomicznej, który ukrywa się pod płaszczykiem normy społecznej lub tradycji. Łatwo przekroczyć tę cienką granicę.

Każdy jest zobowiązany do dbania o sytuację finansową rodziny. Żadna ze stron nie może wymuszać na drugiej wyłącznego finansowania potrzeb rodziny. Ofiarą przemocy ekonomicznej padają najczęściej kobiety. Wynika to z kultury patriarchalnej, w której za utrzymanie rodziny odpowiedzialny był ojciec rodziny, a kobieta miała zajmować się domem i dziećmi i być oczywiście mężowi podporządkowana. Czasy się nieco zmieniły, ale prawo za tym tempem nie nadąża. Brakuje odpowiednich regulacji w prawie dotyczących przemocy ekonomicznej. Wielu ludzi za normalne uważa  taką sytuację, w której zarabia tylko jedna ze stron i wydziela drugiej pieniądze.

pieniądze w związku grunt to bunt

Co mówią statystyki o przemocy ekonomicznej?

Co 10 Polak doświadczył  przemocy ekonomicznej (źródło). Ale aż 1/3 ankietowanych uważa, że wydzielanie pieniędzy partnerowi jest normalne.

W 2014 roku wprowadzono pojęcie nękania ekonomicznego. Policja w pierwszym półroczu 2014 roku odnotowała ponad 600 takich zgłoszeń, a już w następnym półroczu ponad dwukrotnie więcej. (źródło)

70% ofiar stanowią kobiety. 50% badanych zauważyło stosowanie przemocy ekonomicznej wobec osób starszych lub niepełnosprawnych w innych rodzinach.(źródło)

Jakie zachowanie może świadczyć o przemocy ekonomicznej?

  • Partner ukrywa przed Tobą swoje dochody lub zaciąga po kryjomu długi.
  • Nie dokłada się do wspólnych wydatków, wymuszając na Tobie finansowanie większości  lub całości domowego budżetu.
  • Zarządza wspólnymi pieniędzmi bez Twojej wiedzy lub zgody: wydaje na swoje potrzeby, pomysły inwestycyjne lub przelewa na konta, o których nie wiesz.
  • Wymusza dostęp do Twojego konta i dysponuje środkami bez Twojej zgody.
  • Nie udziela informacji i ogranicza Ci możliwość decydowania o finansach rodziny.
  • Zmusza Cię do fałszywych zeznań lub podpisywania finansowych dokumentów.
  • Zakazuje lub utrudnia Ci podjęcie pracy zarobkowej lub narzuca obowiązki domowe, które ograniczają Ci możliwość podjęcia pracy lub rozwoju kariery.
  • Partner unika podejmowania zatrudnienia, co zmusza Cię do samodzielnego utrzymywania rodziny.
  • Partner wydziela Ci pieniądze, zamiast wspólnie planować budżet. Może Ci również ograniczać dostęp do wody, prądu, jedzenia i innych dóbr.

Jak sobie poradzić z przemocą ekonomiczną?

Przemoc ekonomiczna jest formą przemocy psychicznej, pomocy zatem partnerzy powinni szukać zapewne u psychologa.

W skrajnej sytuacji pomoże sąd. W Kodeksie Rodzinnym znajdziesz artykuły (np. Art. 36, Art. 43) mówiące m.in. o obowiązku wspólnego utrzymywania rodziny niezależnie od wysokości zarobków, a w przypadku podziału majątku bierze się pod uwagę nakład pracy w dbałość o gospodarstwo domowe, a nie wysokość zarobków. Można się domagać poprzez sąd dostępu do części lub całości wynagrodzenia małżonka, który nie chce łożyć na zaspokojenie potrzeb rodziny. Skrajne przypadki przemocy ekonomicznej podlegają pod przestępstwo znęcania się nad rodziną (Art. 207 Kodeksu Karnego).

Oczywiście są sytuacje, kiedy potrzeby rodziny finansuje tylko jedno z małżonków i nie ma w tym przemocy ekonomicznej. Jeżeli taka sytuacja odpowiada obojgu, to nie może być mowy o przemocy.

Infolinie

Są specjalne instytucje bezpłatnie pomagające ofiarom przemocy.

Centrum Praw Kobiet – telefon zaufania (22) 621 35 37, tam jest bardzo fajny poradnik dla kobiet „Od przemocy ekonomicznej do niezależności

Niebieska Linia – Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie – bezpłatna infolinia 800 120 002

Pomocy możesz szukać również osobiście: na policji, w prokuraturze, opiece społecznej, w swojej przychodni rodzinnej lub w gminie. Każda z tych jednostek powinna być przygotowana do udzielenia pomocy lub chociaż wskazówek, co powinnaś zrobić.

 

Mam nadzieję, że nie spotkała Cię przemoc ekonomiczna, ale jeżeli znasz kogoś, kto może jej doświadczać podsuń jej odpowiednie artykuły, chociażby wspomniany poradnik.

Jakie rozwiązania sprawdzają się w Twoim związku? Macie jakieś nietypowe ustalenia?

 

 

To Cię może zainteresować: