odzież

Second-handy, lumpeksy, szmateksy i ciucholandy. Kopalnie skarbów czy strata czasu?

Jedni uwielbiają sklepy z odzieżą używaną, inni je nienawidzą. Są specyficzne, rządzą się własnymi prawami, każdy sklep jest inny. Buszowanie w nich jest prawdziwą sztuką. Pomimo ogólnie przyjętych opinii na temat lumpeksów, każdy może znaleźć w nich coś dla siebie. Co najważniejsze, pozwalają zaopatrzyć się w tanie tekstylia, dzięki czemu możemy oszczędzić mnóstwo pieniędzy w domowym budżecie.

Nie od razu przekonałam się do odzieży używanej. Raz na jakiś czas wdepnęłam do lumpeksu, ale na ogół wychodziłam niezadowolona i zrażona. Co rusz jednak docierały do mnie opinie zadowolonych kobiet, które przechwalały się, jakie cudeńka upolowały. Tematem zainteresowałam się bardziej po urodzeniu pierwszego dziecka. Łatwiej było mi się wybrać na zakupy i oczywiście szukałam sposobów na oszczędności. Po kilku próbach trafiłam w końcu na kilka fajnych sklepów.

Niestety, sklepy w których kupuję oddalone są o około 20 km ode mnie, ale skupiają się mniej więcej w jednym rejonie. Urządzam sobie raz w miesiącu taki wypad. Rzadko kiedy wracam z pustymi rękoma, czasami jest to kilka ubrań, czasem cała torba ciuchów.

Mój ulubiony lumpeks jest sklepem, gdzie można kupić odzież na wagę. Cena za kilogram nie jest wysoka, bo wynosi około 39 zł/kg w dniu dostawy, w następne dni cena maleje. W pozostałych lumpeksach każda rzecz ma swoją cenę. Co najważniejsze w tych preferowanych przeze mnie sklepach, odzież jest w większości dobrej jakości, stosunkowo mało ubrań jest zniszczonych i brudnych w porównaniu do tych nadających się do zakupu.

 

Ile kosztuje odzież w lumpeksach

Sklepy z używaną odzieżą różnie wyceniają asortyment.

Najwięcej jest takich, gdzie każdej rzeczy przypisuje się cenę. W dniu dostawy nowego towaru płaci się 100 procent ceny, w następnych dniach następują zniżki. Na przykład: w poniedziałek sklep oferuje nową dostawę tekstyliów z pełnymi cenami, we wtorek klient dostaje 20% opustu od ceny, w środę 30%, w czwartek 40%, w piątek 50 %, a w sobotę każdą rzecz można kupić za 2 zł. Przykładowo t-shirt dziecięcy czy legginsy kosztują 6-8 zł w pełnej cenie, kurteczki 15-18 zł. Torebki 12-30 zł, kurtki od 18 zł. Wszystko zależy od marki, jakości i stanu danego ubrania.

Są też takie, gdzie odzież wsypana jest do wielkich koszy lub wyłożona na stołach i można kupić ją na wagę. W sklepie, w którym kupuję, cena w dniu dostawy wynosi około 39 zł/kg, później z każdym dniem maleje.

Są też sklepy, które mają mieszane rozwiązania. Część ubrań można kupić na wagę, a część jest wyceniona. Na przykład rzeczy posegregowane na wieszakach mają swoje ceny, a te wymieszane w koszach są na wagę.

Ceny w ciucholandach mogą się mocno różnić między sobą. Bywają sklepy oferujące już przebraną, wyselekcjonowaną odzież, porozwieszaną ładnie na wieszaczkach i z wystrojem jak w stylowym butiku. Wówczas ceny są wyższe, a ubrania przeważnie nie różnią się wyglądem od nowych. W jednym z takich sklepów cena w dniu dostawy, to około 80 zł/kg.

odzież

Plusy kupowania w second-handach

  • Można zaoszczędzić bardzo dużo pieniędzy. Pod warunkiem jednak, że nie stracimy głowy. Nawet kupując odzież używaną można stracić majątek;) Kupuj tylko to, co Ci potrzebne. Koniecznie przymierzaj ubrania. Nie kupuj ubrań tylko dlatego, że są ładne i tanie, zwłaszcza z myślą o kimś innym. Nie wiadomo czy ten ktoś podzieli Twoją radość upolowania świetnego ciucha. Może nie chcieć tego ubrania, nie odda Ci pieniędzy, a sponsorując ubranie innym też sporo wydasz. Koniecznie przymierzaj ubrania. Nic Ci nie zaszkodzi, a przynajmniej w domu nie okaże się, że nie pasuje. Później problem, komu oddać czy może wyrzucić? I niepotrzebnie wydasz pieniądze.
  • Znajdziesz modne ubrania w sezonie, a za bezcen. Niekiedy moda, która dopiero co wchodzi do nas, już minęła w innym kraju i takie perełki można znaleźć sprowadzone w worach z używaną odzieżą.
  • Znajdziesz oryginalne ubrania. Jeżeli nie lubisz nosić tego co wszyscy, w lumpeksie znajdziesz rzeczy nietypowe.
  • Znajdziesz klasyczne ubrania w bardzo dobrej jakości materiałów.
  • Naprawdę można znaleźć w nich nowe ubrania, z metkami i za bardzo małe pieniądze. Takie, które po wyszukaniu w Internecie, mają dużo wyższą cenę jako nowe. Sama mam takich kilka. Najbardziej jestem dumna ze skórzanej torebki, którą znalazłam w lumpeksie nieużywaną, z metkami. Nabyłam ją za 22 zł, w Internecie natomiast wyceniona była na około 50£.
  • Bardzo łatwo skompletować wyprawkę dla niemowląt. Zwłaszcza takich do pół roku, kiedy to niemowlęta nie dadzą rady zniszczyć, znosić czy trwale poplamić ubrań. Szybko wyrastają, często mają za dużo ubranek i niektórych nie włożą ani razu, więc łatwo kupić takie w stanie idealnym. Czym starsze dziecko, tym trudniej znaleźć większą ilość ubrań, ale bywając częściej w second-handach na pewno damy radę coś skompletować.
  • Ciucholandy to nie tylko ubrania. Możesz tam znaleźć tekstylia do domu (ręczniki, zasłony, obrusy, pościel itp.), buty, torebki, kapelusze, szale, maskotki, plecaki, zabawki, paski, kostiumy, śpiworki itd. Jeżeli szyjesz, możesz tam tanio znaleźć odpowiadające Ci materiały do przerobienia. Możesz zakupić gorszej jakości ubrania, jako szmaty do czyszczenia.
  • Niektórzy zarabiają kupując w lumpeksach i odsprzedając ubrania drożej. Wyszukują perełek w ciucholandach i odsprzedają później, najczęściej w Internecie. Pamiętaj jednak, że to podchodzi już pod działalność gospodarczą i zapewne powinnaś zapłacić podatek dochodowy. Więcej o tym pisałam we wpisie o sprzedaży rzeczy używanych.
  • Kupowanie odzieży używanej jest zachowaniem ekologicznym. W wielkim skrócie, nie kupując nowych rzeczy, nie wspierasz nadmiernej produkcji i zaśmiecania Ziemi.

Minusy kupowania w lumpeksach

  • W dniu, kiedy sklep proponuje nowy towar, możesz się spodziewać tłumu kobiet, nierzadko walczących o jakiś upolowany w tym samym czasie super ciuch.
  • Trzeba aktywnie szukać. Towar nie jest ładnie wyeksponowany, nie wystarczy, że rzucisz okiem i wiesz czy coś Ci się spodobało. Musisz wpaść do tych koszy i szperać, przerzucić kilogramy ubrań na stole, schylić się gdzieś pod regały i wyciągnąć się na dwa metry…
  • Często ubraniom tym towarzyszy nieprzyjemny zapach. Podobno to środek odkażający. Zdarzają się ubrania poplamione i zniszczone, które potrafią zniechęcić do dalszego szukania.
  • Nie możesz swobodnie wybierać z szerokiej palety barw, fasonów i rozmiarów. Jeżeli polujesz na coś konkretnego musisz wykazać się cierpliwością, czasami potrzeba kilku wizyt w lumpeksach zanim dostaniesz, to czego chcesz, a i tak może nieco odbiegać od ogólnej wizji.
  • Trzeba mieć czas. Na szperanie i w ogóle na wizyty w lumpeksach. Godziny otwarcia mogą kolidować z Twoimi godzinami pracy.

Ile można zaoszczędzić kupując odzież używaną?

Jeżeli będziesz kupować racjonalnie, czyli nie dasz się ponieść okazji i kupisz tylko to, co potrzebne, to oszczędności mogą być ogromne. Oto kilka przykładów:

  • kurtka zimowa puchowa męska

W ciucholandzie za kurtkę O’neill zapłaciłam 25,6 zł. Nowe markowe kurtki w sezonie kosztują od 250 zł wzwyż, podczas wyprzedaży ceny zaczynają się od około 150 zł. Zimowa kurtka kosztowała mnie co najmniej 6 razy mniej niż normalnie.

  • Sukienka koktajlowa

Kupiłam sukienkę Oasis za 9 zł, założyłam ją raz, po jakimś czasie odsprzedałam za 15 zł:) Chyba nie muszę pisać po ile chodzą nowe wizytowe sukienki…

  • Torebka

Kupiłam torebkę skórzaną i nową w lumpeksie za 22 zł, w Internecie znalazłam takie po 50£.

Nie zawsze jest dużo taniej. Najwięcej można zaoszczędzić kupując na wagę. Tam, gdzie każda rzecz ma swoją cenę, zdarza się, że cena jest tylko 1-2 zł niższa niż w sieciówkach z nową odzieżą. Tak jest z niektórymi ubrankami dla dzieci. Czasami zwykłe T-shirty lub legginsy są wycenione tak samo, jak te w Pepco. Wątpię, że są lepsze jakościowo…

Robię taki wypad „na lumpy” raz w miesiącu i wydaję wówczas mniej więcej 50-100 zł. Nowe ubrania kupuję rzadko, najczęściej dzieciom, jeżeli nie udało mi się czegoś skompletować w lumpeksach. Poza tym kupuję nowe buty i bieliznę.

Kilka rad ode mnie

Jeżeli nie lubisz tłumów, to nie chodź do lumpeksów rano w dzień dostawy. To, co tam się wówczas dzieje można porównać do scen jak w filmach na YT o promocjach w Lidlu. W inne dni też zdarzyło mi się upolować fajne ubrania. Poza tym, w kolejnych dniach jest taniej.

Rozeznaj się w rozmiarach. Jeżeli kupujesz dla całej rodziny, najlepiej zmierz wszystkich, spisz wymiary na kartce i do sklepu udaj się z miarą. Naucz się też rozmiarówek innych krajów.

Oglądaj dokładnie ubrania. Często w tych sklepach nie ma za dobrego oświetlenia (pewnie celowo) i dopiero w domu okazuje się, że odzież jest poplamiona i to takimi plamami, które nie chcą się sprać. Niektóre zabrudzenia spokojnie się spiorą, ale jeżeli nie masz pewności czy sobie z nimi poradzisz, to lepiej nie kupuj tego ubrania.

Kupuj tylko to czego potrzebujesz, chodź z listą rzeczy. Nawet w lumpeksach można zostawić fortunę. Poza tym po co Ci aż tyle ubrań? I tak część będzie nieużywana i od razu wyląduje w kącie. Nie zaśmiecaj sobie przestrzeni.

Jeżeli buszowanie w lumpeksach Cię nie przekonuje, możesz szukać używanej odzieży w Internecie. Dużo osób wyszukuje ładniejsze rzeczy w szmateksach i później odsprzedaje je w Internecie. Może to być nieco wygodniejsze niż bieganie po sklepach, ale zapłacimy wówczas więcej. Możesz szukać też ubrań używanych bezpośrednio po kimś, a nie takich z lumpeksów.

Odzież

Wnioski

Obecnie, na każdym rogu ulicy jest jakiś lumpeks. Kupowanie w nich odzieży nie kojarzy się już z czymś negatywnym. Jest wręcz moda na stylizacje wyszukane w lumpeksie. Ludzie przechwalają się swoimi zdobyczami wyszperanymi w stosach używanych ubrań. Jak dla mnie, kupowanie ubrań w ogóle jest problematyczne i nie należy do przyjemności. Tym trudniej było mi posiąść sztukę kupowania w sklepach z odzieżą używaną. Uważam jednak, że warto! Dzięki temu oszczędzamy bardzo dużo pieniędzy, mamy ładne i dobre jakościowo ubrania. Ubieranie dzieci nie jest aż tak kosztowne, zatem nie panikuję kiedy obleją się sokiem, szurają kolanami o podłogę czy taplają się w błocie.

 

PS. Wszystkie rzeczy na zdjęciach we wpisie nabyłam w lumpeksie.

 

Zdarza Ci się kupować odzież używaną? A może nie cierpisz second-handów, jak ja kiedyś?

 

Zapraszam Cię do polubienia mojej strony na Facebooku lub zapisania się na Newsletter, dzięki temu będziesz otrzymywać informacje o wpisach na bieżąco.

9 thoughts on “Second-handy, lumpeksy, szmateksy i ciucholandy. Kopalnie skarbów czy strata czasu?

  1. Ja bardzo lubię lumpeksy — tym bardziej, odkąd przekonałam się, że na moim osiedlu jest jeden całkiem fajny. Kupiłam w nim świetną kurtkę jeansową za 5 zł i gruby zimowy sweter za złotówkę!!! Ale fakt, trzeba uważać, bo gdybym wpadła w zakupowy szał, to pewnie wydałabym miliony monet, a w domu zorientowała się, że kupiłam sporo niepotrzebnych, lub uszkodzonych rzeczy 😉
    Mam to do siebie, że nie zmierzę rzeczy w lumpie, zrobię to dopiero w domu po wypraniu i niestety to trochę utrudnia mi polowania, ale z drugiej strony to dobrze, bo ograniczam się do kupowania tylko tego, w co na 100% wejdę, a jak czegoś nie jestem pewna — odrzucam to 🙂

    1. Ja parę razy tak kupiłam bez przymierzania i niestety okazywało się w domu, że zbyt optymistycznie podeszłam do rozmiaru;) Wolę się przemóc i przymierzyć w lumpie.

  2. Miałam okres kiedy rzeczywiście zaglądałam do lumpeksów (mieszkałam wówczas w miejscu, gdzie były 4 obok siebie – całkiem fajne). Niestety bardzo często wychodziłam rozczarowana – kilkakrotnie znajdywałam bardzo fajne ciuszki, takie jakich szukam – ale zawsze były za duże. O ile nogawki spodni na długość można skrócić, tak czasami były o wiele za szerokie, a sukienki wyglądały na mnie jak worki. Niestety (lub stety – jak kto woli ;)) należę do bardzo drobnych osób, mam 160 cm i ciężko jest mi kupić rzeczy w dobrym rozmiarze. Od niedawna zauważyłam, że sieciówki wprowadziły małe rozmiary np. 32, 34… ale jeszcze 2 lata temu kupowałam jeansy tylko na dziale dziecięcym ;). Summa summarum – kupiłam w lumpeksach kilka rzeczy sportowych – do biegania, jakieś dresiki „po domu” i na tym skończyła się moja przygoda. Czego za to z pewnością nie znosiłam to nieprawdopodobny bałagan i marnowanie czasu na przekopywanie stert ubrań. Dzisiaj jestem zwolenniczką jak najszybszych zakupów. Załóżmy, że szukam spodni – wiem w jakich sklepach są moje rozmiary, wchodzę, wybieram najlepszą opcję, przymierzam i kupuję. Nie wiem ile musiałabym przekopać lumpeksów aby znaleźć coś dla siebie, a czas jest dla mnie bardzo cenny. 🙂 Pozdrawiam

    1. Oj tak, lumpeksy wymagają sporo czasu i cierpliwości. Zawsze wydawało mi się, że małe rozmiary łatwiej kupić, bo jednak większość się nie mieści;)

  3. Ja uwielbiam lumpeksy 🙂 Choć ostatnio rzadko do nich chodzę, bo dla córki już nic nie znajduję!
    Ty za to, piękną sukienkę i spódniczkę upolowałaś 🙂
    PS ciesze się, że mój wpis o górach stołowych Ci się przydał i spodobał!!

  4. Ubrania kupuję rzadko, bo dążę do zminimalizowania swojej szafy, a nie powiększenia jej, i najchętniej właśnie w lumpeksach. To prawda, że można trafić w nich na perełki i to za grosze. Ale w moim wypadku za lumpeksami przemawiają nie tyle finanse, co wspomniana przez Ciebie ekologia. Podczas produkcji ubrań powstają ogromne ilości toksycznych ścieków. Wolę więc dać drugie życie odzieży używanej niż nakręcać spiralę popytu na nowe.

    1. Trafiłam ostatnio na Twój blog, jak czegoś szukałam. Skarbnica wiedzy o ekologicznym stylu życia – takim racjonalnym, z dala od konsumpcjonizmu. Staram się wprowadzać pomału zmiany do naszego życia, ale daleko mi do typowego zero-wastowicza i nie ukrywam, że moja główna motywacja, to oszczędzanie;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *