Biednemu wiatr w oczy, a bogatemu to i byk się ocieli. Czy mamy w ogóle wpływ na swoje finanse?

wpływ na swoje finanse

Dzisiejszy wpis nieco bardziej emocjonalny. Powstały w wyniku przemyśleń związanych z pewnym artykułem i dyskusją, w jaką się wdałam. Podsumowuje moje zdanie na temat wpływu człowieka na swoją sytuację finansową. Jednakże głównym moim celem jest poznanie Twojego zdania na ten temat.

Podlinkowałam Wam ostatnio na Facebooku ciekawy wpis na blogu Change Maker. W artykule były zawarte wyniki badań nad związkiem między inteligencją ludzi a ich sytuacją finansową. Niestety wyniki badań nie były korzystne dla ludzi uboższych. Biedniejsi wykazywali niższe wyniki w testach na inteligencję czy podejmowali gorsze decyzje rozwiązując przygotowane dla nich zadania w obliczu finansowych wyzwań. We wpisie znajdziecie również próby uzasadnienia takich wyników. Artykuł bardzo ciekawy, polecam przeczytać.

Pomimo tego, że na blog trafiłam przypadkiem i nie znałam go zbyt dobrze, postanowiłam zostawić swój komentarz. Komentarz okazał się być dość kontrowersyjny. Wywołał niezłą dyskusję, oburzenie i sprzeciw innych komentujących. Rozwinęła się bardzo rozbudowana dyskusja. Możesz sobie przeczytać jej treść klikając tutaj. Był moment, że chciałam ją porzucić, bo nie przywykłam do przekonywania ludzi do swojego zdania.

Jeżeli widzę, że się z kimś nie zgadzam, zwłaszcza z kimś obcym, myślę sobie: ok, ja mam swoje zdanie, ty swoje, musimy to uszanować i każde pójść w swoją stronę. Zdarzyło mi się mieć do czynienia z ludźmi, którzy przez całą noc powtarzali w kółko te same swoje argumenty myśląc, że zacznę myśleć tak jak oni i dlatego unikam takich sytuacji. Nawet jeżeli jest mi trudno zaakceptować czyjś punkt widzenia, to staram się uszanować jego zdanie lub po prostu dla swojego świętego spokoju nie wdawać się w dalszą dyskusję. Denerwował mnie też nieco fakt, że niektórzy nadinterpretowali moje komentarze i pisali, że napisałam coś, czego nie napisałam:) Ktoś inny napisał, że piszę brednie, a to już moim zdaniem nie było zbyt kulturalne. Jestem przewrażliwiona na punkcie kultury w rozmowie i porzucam dyskusję w momencie, gdy okazuje się, że ktoś będzie mi uparcie przerywał, używał wulgaryzmów zwłaszcza opisując kogoś lub zarzucał lub mówił, że to co ktoś inny mówi, to brednie, głupoty itd. (szanujmy swoje zdania).

Autor bloga stwierdził, że być może zbyt słabo argumentuje swoje stanowisko i dlatego nie spotykam się ze zrozumieniem tego, co piszę. Pokazałam dyskusję mężowi, a ten stwierdził, że zbyt szybko się poddałam i żebym ciągnęła ją dalej, żeby sobie po prostu poćwiczyć:) Podjęłam więc wyzwanie…

Temat wpisu i tej dyskusji zajął moje myśli na dobre kilka dni. Wciąż pozostaje przy swoim stanowisku, ale poznając czyjeś, mocno odmienne zdanie, zaczęłam się zastanawiać, co o tych sprawach mogą myśleć inni? Co uważają moi czytelnicy? Główne swoje założenia, które dowodziłam w dyskusji dotyczyły tego, że:

  1. Biedni są biedni, bo nastawieni na konsumpcję.
  2. Mamy duży wpływ na swoją sytuację finansową.

 

Przedstawię tu swój punkt widzenia w nieco bardziej uporządkowany sposób, niż tam w komentarzach (ale trochę skopiowałam:). Mam nadzieję, że napiszesz mi swoje zdanie, również jeżeli jest odmienne. Poniżej będę pisała o argumentach, które działają dla ludzi zdolnych do pracy, bez znaczących ograniczeń fizycznych czy umysłowych, które przeszkadzały by im w normalnym funkcjonowaniu. Zdaję sobie sprawę, że człowiek sparaliżowany od pasa w dół lub z ciężkim upośledzeniem może mieć rzeczywiście znikomy wpływ na swoją sytuację. Na szczęście, większość ludzi jest zdolna do normalnych funkcji życiowych i wykazuje się wystarczającą inteligencją, żeby mieć wpływ na swoje życie:)

Biedni są biedni, bo nastawieni na konsumpcję

Ten wielki skrót myślowy bardzo niektórych rozjuszył. Biedni na ogół w 100% konsumują swój dochód. Jest na tyle niski, że pochłaniają go w całości wydatki na podstawowe potrzeby. Ale nawet naprawdę kiepskie sytuacje nie są bez wyjścia. I u biednych czasami pojawiają się nadwyżki pieniężne, ale i one są wówczas wydane. Biedni tłumaczą, że mają przecież tyle potrzeb, a dzięki nadwyżce pokryją najpotrzebniejsze z nich. Poza tym, skoro wiecznie sobie wszystkiego odmawiają, to dzięki nadwyżce mogą sobie w końcu pozwolić na odrobinę radości. Natomiast rozsądniej byłoby te pieniądze odłożyć na gorsze miesiące lub zainwestować w coś, co przyniosłoby jeszcze więcej pieniędzy. Na ogół jest tak, że wydatki gdzieś można jeszcze nieco uciąć. Zrezygnować z telewizji, gospodarniej rozporządzać żywnością (mniej marnować), nie wierzyć w reklamy (większość tych rzeczy nie jest nam potrzebna i niezbędna), używać wielorazówek przy dzieciach itp. To jest trudne i wymaga wysiłku, ale dzięki pewnym wyrzeczeniom można zbudować sobie oszczędności na gorsze miesiące, żeby nie wpadać w jeszcze gorsze tarapaty finansowe. Jeżeli ktoś ma jakieś umiejętności, może te pieniądze zainwestować: kupić zestaw do malowania paznokci, maszynę do szycia, zestaw narzędzi. Takie rzeczy kosztują kilkaset złotych, a to jest kwota realna do zdobycia nawet przez biedniejszych.

Z każdego dochodu należy odłożyć choć minimalną jego część. Jeżeli ktoś ma problem przeżyć z bardzo niskimi dochodami, to i „głupie” 20 zł może uratować budżet.

Nie piszę o rzeczach, o których nie mam pojęcia. Doświadczyłam w życiu biedy i widzę jak postępują ludzie wokół. Widzę, co się sprawdza, co przynosi poprawę. Widzę, że tam gdzie bieda, tam na ogół bezsensowne wydatki, np. alkohol czy papierosy. Kupowanie zbyt dużej ilości rzeczy niekoniecznie potrzebnych, np. co chwila jakiś nowy ciuch, bo tani… Jeżeli pojawia się ekstra kasa, to następuje odkucie się za chude miesiące. Jeżeli zwiększą się dochody, to proporcjonalnie następuje inflacja stylu życia. Nie odkłada się nawet części nadwyżki, tylko wszystko wciąż konsumuje. Mało tego, dla niektórych zwiększenie dochodów nie jest równoznaczne z nabyciem możliwości odkładania pieniędzy, ale ze zwiększoną zdolnością kredytową. Dużo ludzi żyje ponad stan. Pragną rzeczy, które mają inni i nabywają je niezależnie od tego czy ich na to naprawdę stać.

Mam teraz oszczędności, które uzbieraliśmy z mężem dzięki wielu wyrzeczeniom, skromnemu życiu i odpowiedniemu zarządzaniu finansami. Mamy też wiele potrzeb, mniej lub bardziej ważnych. Moglibyśmy iść przykładem wielu ludzi i wydać je na to, co w opinii wielu niezbędne (telewizor, kanapa w salonie czy kostka przed domem, wykończenie góry i wiele innych). Ale nie jesteśmy nastawieni na konsumpcję. Te pieniądze zabezpieczają nas finansowo w razie utraty pracy na wiele miesięcy. Część chcę zainwestować we własną działalność. Mamy obecnie zakodowane, że dopóki nie zaczniemy więcej zarabiać, nie będziemy uszczuplać tych oszczędności na rzeczy, które nie przynoszą korzyści finansowych.

 

Stwierdzenie, że biedni są biedni, bo nastawieni na konsumpcję jest brutalne, ale moim zdaniem zgodne z prawdą. Wiąże się z tym jeszcze jedno ważne zagadnienie, dla mnie była to rzecz oczywista, ale w wyniku dyskusji stwierdziłam, że nie wszyscy jednak tak uważają. Jak duży wpływ mamy na swoją sytuację finansową?


Czy mamy wpływ na swoją sytuację finansową?

Rodzisz się w kraju o danej sytuacji gospodarczej, kulturze i tradycji. Rodziny nie wybierasz. Możesz się urodzić w rodzinie biednej i będziesz miała zakodowaną biedę w głowie. Nie będziesz miała równego startu w życie. Może urodzisz się w rodzinie bogatej, ale rodzice nie nauczą Cię zarządzać pieniędzmi, swoich własnych nie będziesz umiała utrzymać przy sobie. A nuż, otrzymasz odpowiednie lekcje i wszelkie kłopoty finansowe będą dla Ciebie abstrakcją.

Po drodze w życiu spotka Cię wiele rzeczy niekoniecznie zaplanowanych. Jedne będą Ci sprzyjały, inne utrudniały realizację Twojego scenariusza. Ale czy to wszystko znaczy, że Ty nie masz wpływu na swoją sytuację?

 

Widzę po sobie i po otoczeniu, że człowiek ma duży wpływ na swoją sytuację finansową. Widzę ludzi, którzy po pracy dalej pracują lub się uczą. Mają cele, które realizują pomimo, że wymagają czasu i wysiłku. Nie zawsze wszystko udaje się im od razu. Na niektóre efekty trzeba czekać bardzo długo. Odnoszą porażki i spotykają przeszkody na swojej drodze. Jak każdemu, zdarzają się im nieplanowane i niekorzystne sytuacje. Nie poddają się jednak, podnoszą się, znajdują rozwiązanie, obierają inną drogę i dążą do celu. Nawet jeżeli jest Ci ciężko odłożyć pieniądze na zainwestowanie ich w siebie lub działalność, to są też inne możliwości. Mamy teraz wspaniałe czasy, kiedy dostęp do wiedzy jest na wyciągnięcie ręki. Większość ludzi ma dostęp do Internetu, a w nim coraz więcej konkretnych informacji. Masz wiele możliwości rozwoju: uczyć się samodzielnie w domu, korzystać z zasobów bibliotek, uczyć się od innych (praktyki), skorzystać ze stypendiów, kursów lub dotacji.

Szczęście i przypadki, a sytuacja finansowa

Niektórym jest łatwiej, jeżeli oddadzą odpowiedzialność za swoje życie w ręce pewnych zjawisk: szczęścia, zrządzeń losu czy przeznaczenia. Jak dla mnie, są na pewno: konsekwencja wydarzeń, zbieg okoliczności, efekty działań, wzajemność oddziaływań. Nic, co miałoby wymiar metafizyczny, nieziemski czy nienaturalny.

Szczęściem ludzie nazywają ten moment, kiedy ktoś już osiągnął jakiś sukces i uparcie nie chcą widzieć jego wieloletnich przygotowań. Widzą efekt, a nie widzieli przyczyn, trudu realizacji i przeszkód, nie analizują z jakimi czynnikami ta osoba się zmagała, wolą powiedzieć: miała szczęście.

O przeznaczeniu lubię wspomnieć, kiedy odzywa się we mnie dusza romantyczki i opowiadam o mnie i mężu, jak to wiedziałam od samego poznania, że będzie moim mężem. Jednakże przeznaczenie nie ma wiele wpływu na finanse. Oczywiście, można powiedzieć, że komuś było przeznaczone być artystą, a jego dzieła zyskają na wartości dopiero po jego śmierci, ale jest też dużo artystów, którym wiedzie się dobrze i za życia, prawda?

Każde nasze działanie przynosi dane rezultaty. Jeżeli nic nie zmieniamy, nie staramy się, nie pracujemy więcej, nie uczymy się więcej, nie ma co oczekiwać, że sytuacja zmieni się sama. Nic z nieba nie spadnie. Jeżeli dbamy o kontakty, jesteśmy otwarci na innych, to prędzej znajdziemy kogoś, kto pomoże nam zrealizować cele. Jeżeli idziemy na rozmowę o pracę, to większe szanse będzie miał ten, co jednak pochwali się umiejętnościami niż ten, kto czeka aż go sami dostrzegą. Tak samo z awansem czy podwyżką w pracy. Może i czasami tak jest, że szef sam postanowi kogoś wyróżnić. Wtedy ktoś inny czuje się niedoceniony, ale sam nie chce mówić nigdy głośno o tym, co dobrego ostatnio zrobił dla firmy i że mógłby zrobić więcej gdyby dano mu możliwość.

Jak to było ze mną?

Mam okropne wzorce do naśladowania, w sensie finansowym. Moi rodzice mają długi, nie potrafią utrzymywać pieniędzy przy sobie. Mimo wielu błędów niczego się nie nauczyli. W domu brakowało podstawowych rzeczy (nie mam na myśli kanapy). Jak była okazja zarabiać, to zabrakło chęci do pracy. Jak już kasa wpadła, to była wydana na pierdoły. Nie wiem dlaczego mam rozsądniejsze podejście do pieniędzy, dlaczego nie poszłam w ślady rodziców. Też popełniałam błędy. Kiedyś straciłam pieniądze w piramidzie finansowej, innym razem zaczęłam korzystać z karty kredytowej i nie dawałam rady jej spłacić. Na początku, często nie mogłam się doliczyć swoich pieniędzy. Ale szybko uczyłam się na błędach. Bardzo szybko zaczęłam szukać metod na skuteczniejsze zarządzanie pieniędzmi. Pewnie ze strachu, żeby nie popełnić poważniejszych błędów i nie skończyć w biedzie i z długami. Moja obecna sytuacja nie jest jakaś rewelacyjna, ale jest o niebo lepsza niż dawniej i cały czas się poprawia. Oprócz rozsądnego dysponowania tym, co mam, dużo inwestuje w siebie: więcej czasu niż pieniędzy. Mimo codziennych obowiązków staram się poświęcić regularnie czas na naukę i rozwój. Stąd też ten blog – niesamowicie rozwijająca sprawa:) To wszystko kiedyś zaprocentuje, a ktoś inny wówczas powie, że: ta to miała szczęście…

Racjonalność człowieka

Klasyczne teorie ekonomiczne zakładają racjonalność jednostki, optymalne zarządzanie tym, co posiada oraz maksymalizację użyteczności (satysfakcji z nabytego produktu). Ekonomia behawioralna czy psychologia ekonomiczna często podważa tę racjonalność badając wpływ innych czynników na decyzje podejmowane przez człowieka. Dowodzi nieracjonalność decyzji ze względu na emocje czy subiektywnie postrzeganą etykę/moralność, ale nie znalazłam w niej informacji, żeby wykluczała racjonalność całkowicie. Poza tym, może występować racjonalność ograniczona czy selektywna (podejmujemy decyzje optymalne dla nas przy danych warunkach). Jest też dział psychologii ekonomicznej: finanse osobiste, którym interesuję się najbardziej. To finanse osobiste uczą jak zarządzać skutecznie swoimi pieniędzmi. Uczą budżetowania, inwestowania, oszczędzania i zwiększania zarobków. Po cóż uczyłoby się zarządzania finansami, jeżeli zakładałoby się, że jednostka nie ma wpływu na swoje finanse?

Dlaczego ludzie nie poprawiają swojej sytuacji?

Myślę, że najbardziej człowieka ogranicza jego osobowość czy własne przekonania. Niektórzy boją się, nie wierzą w siebie i w to, że mogą coś zmienić i dlatego nie podejmują starań. Inni szybko się poddają. Inni są leniwi, jeszcze inni żyją negatywnymi emocjami: zamiast przyjrzeć się dlaczego innym się lepiej powodzi, wymyślają szereg powodów, dlaczego to się stało niezależnie od nich. Niektórzy uważają, że bogacenie się czy awansowanie jest złe. Znam ludzi, którzy nie chcą awansu, bo nie chcą zostać tym „znienawidzonym kierownikiem”, wolą mieć mniejszą wypłatę i pracować sobie gdzieś w zaciszu. Boja się odpowiedzialności. Znam ludzi którzy ciężko pracowali całe życie i nic z tego nie mają. Zawsze jednak uparcie trwali na niewykwalifikowanych, ciężkich fizycznie, niewdzięcznych pracach, wytrwale omijając wszelkie okazje do zmiany pracy. Niektórzy mają problem odłożyć przyjemność w czasie. Wszelkie nadwyżki konsumują, bo trzeba się odkuć – są nastawieni na konsumpcję. Zawsze trzeba coś odkładać z myślą zbudowania sobie zabezpieczenia finansowego na miesiące chudsze czy inwestowania w siebie lub działalność, żeby coś zmienić. Niektórzy przedkładają inne wartości ponad zabezpieczenie finansowe. Znam ludzi, którzy po osiągnięciu pełnoletności dążyli na pierwszym miejscu do założenia rodziny zamiast zdobycia stabilności finansowej i niestety wiedzie się im kiepsko. Nie wszyscy też chcą zmiany.

Powodów jest całe mnóstwo. Każdy ma swoje indywidualne wymówki czy ograniczenia. Jednak to, że te bariery istnieją, czy to rzeczywiście, czy tylko w naszej głowie, nie wyklucza tego, że mamy duży wpływ na sytuację materialną. Decyzje podejmujemy my i od nas zależy co zrobimy z tymi przeszkodami.

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Brak edukacji

Bardzo ważnym powodem, dlaczego ludziom się nie wiedzie jest brak porządnej edukacji finansowej. W społeczeństwie utrwala się również wiele bzdur o finansach. Często spotykamy się z opinią, że się właśnie czegoś nie da zrobić, że człowiek niewiele może, że nie da rady, że nie ma wpływu. Że bogaci kradną, są nieuczciwi, wyzyskują. Że to niemoralne się bogacić, człowiek powinien skromnie żyć i się nie wychylać. Że potrzeba taty wysoko postawionego, żeby się gdzieś dostać. Że wiatr w oczy kole, a bogatemu i byk się ocieli. I wreszcie, że trzeba mieć to czy tamto, że trzeba się pokazać i wstyd jak się ma inaczej.

A z drugiej strony, za mało elementarnej edukacji finansowej w szkole. Mało praktycznej wiedzy: jak tworzyć budżet, jak działają kredyty, z jakimi opłatami się wiążą, o metodach na skuteczne oszczędzanie, produktach oszczędnościowych i inwestycyjnych, jak ekonomicznie mieszkać, obniżać rachunki itd. Za mało propaguje się przedsiębiorczość. O tym jak zarządzać finansami firmy  jest chyba tylko w szkołach kierunkowych. A to ważne, żeby samemu umieć sobie policzyć dźwignię finansową, kalkulować koszty, obliczyć rentowność i czas zwrotu inwestycji. Równie ważna byłaby umiejętność podpisywania umowy z kontrahentami, znajomość podstawowych kosztów prowadzenia firmy, rodzajów płatności, możliwości finansowania czy chociażby umiejętność wskazania plusów i minusów własnej działalności a pracy na etacie.

A jednak większość sobie radzi

Większość ludzi, która mnie otacza radzi sobie dobrze finansowo. Mają wzloty i upadki, ale wciąż posuwają się do przodu. Może mało z nich oszczędza, ale inwestują w siebie lub swoją działalność, dzięki czemu zarabiają coraz więcej. Myślę, że robią to, bo wiedzą, że mają wpływ na swoją sytuację finansową.

Czytam też wyznania ludzi zmagających się z długami. Ludzi, którzy mają poważne problemy finansowe. Nie tylko nie domyka im się budżet – mają problem z utrzymaniem się na co dzień, ale muszą spłacać dodatkowo spore zadłużenia. Większość z nich czuje się odpowiedzialna za sytuację w jakiej się znalazła. Walczą, nie poddają się. Ograniczają wydatki, szukają dodatkowych źródeł dochodów, wyjeżdżają za granicę, podnoszą kwalifikacje. Robią co mogą, bo wierzą, że mają wpływ. Co prawda, dopiero w obliczu problemów finansowych zaczęli się interesować lepszym zarządzaniem pieniędzmi, ale to dowodzi, że człowiek swój rozum ma i uczy się na błędach. Niektórzy z nich już pokonali swoje długi. Znam też niestety takich ludzi, którzy się poddali. Mimo okropnej sytuacji, nie robią nic, żeby z tego wyjść. Niektórzy nie czują się odpowiedzialni, bo twierdzą, że ktoś ich oszukał. Inni nie wierzą, że im się uda. Tak też bywa, ale to nie wyklucza, że nadal mają wpływ na swoje finanse.

 

Czekam na Twoje zdanie:) Na ile człowiek ma wpływ na swoją sytuację finansową?

 

To Cię może zainteresować: